FacebookTwitterPinterestGoogle+Share

Wciąż tacy sami

Wciąż tacy sami

Jako jeden z niewielu zespołów na świecie byli rozchwytywani do tego stopnia, że zdarzało się im grać po dwa koncerty dziennie. Napisali wiele ponadczasowych utworów, które dziś zna każdy fan polskiego rocka. O małpim rozumie, konieczności ciągłego rozwijania się i współczesnej muzyce opowiada Jan Borysewicz, lider zespołu Lady Pank.

11 grudnia zagracie koncert w Bostonie, w legendarnej sali The Gliderdrome, gdzie występowały takie gwiazdy jak Elton John, Stevie Wonder i Jimi Hendrix. Czy dla pana, jako gitarzysty, ten ostatni to osoba, która odegrała ważną rolę w życiu?

Myślę, że bardzo, chyba najważniejszą. Zacząłem od słuchania Hendrixa i od tego rozpoczęła się cała moja muzyczna przygoda. Sądzę, że gdyby nie Hendrix, to nie wiem, czy w ogóle ruszyłbym w muzyczny świat, a tak jestem w nim już dość długo.

Czy wśród artystów, do których ma pan szczególny sentyment, są też  tacy wykonawcy, których korzenie pochodzą właśnie stąd,  z Wielkiej Brytanii, gdzie przyjdzie wam teraz zagrać koncert?

Większość moich ulubionych kapel pochodzi z Wysp, na przykład Eric Clapton albo Led Zepppelin – uwielbiałem tę kapelę i uwielbiam do dzisiaj, bo jest  ponadczasowa.

Koncertowaliście i  wciąż koncertujecie w wielu państwach na świecie. Czy grając dla Polonii na Wyspach, odbieracie od publiczności inną energię niż podczas koncertów w Polsce?

Graliśmy w ubiegłym roku pięć czy sześć koncertów w Irlandii i Anglii. Te koncerty są troszeczkę inne, wydaje mi się, że ci ludzie są bardziej stęsknieni za polską muzyką, trochę inaczej jest ona odbierana. Widać tę różnicę, chociaż ciężko określić, na czym ona polega. Zawsze mieliśmy bardzo ciepłe przyjęcie na tych koncertach, więc bardzo się cieszę, że zespół istniejący 35 lat, cały czas jest popularny.  W związku z tym staramy się co jakiś czas nagrywać coś nowego. Właśnie w tej chwili kończymy pracę nad kolejną nową płytą Lady Pank, która ukaże się w kwietniu i wydaje mi się, że będzie się bardzo podobała publiczności. Nie czułbym potrzeby wydawania tej płyty, gdyby nie było tak dużego zainteresowania nasza muzyką.

W dziedzinie koncertów macie na koncie pewien rekord. Podobno jako jeden z niewielu zespołów na świecie, w 1983 roku, byliście tak rozchwytywani, że zagraliście więcej koncertów niż jest dni w roku. Czy to prawda?

Tak. Mówią, że zagraliśmy 386 koncertów, ale ja myślę, że zagraliśmy o wiele więcej, bo czasami graliśmy po dwa koncerty dziennie. Byliśmy bardzo młodzi, była inna koniunktura, inna sytuacja. Można powiedzieć, że nasz zespół powstał w stanie wojennym i czuliśmy taką potrzebę, by jeździć do ludzi, grać w jak największej ilości miast te utwory, które cieszyły się bardzo dużą popularnością. Zespół był wyjątkowy, dlatego, że nie przeszliśmy żadnej eliminacji, nie jeździliśmy na festiwale. To było tak, że nagraliśmy jeden utwór, on pojawił się w radiach w Polsce i natychmiast się okazało, że ta kapela jest na topie. Potem wszystko się bardzo szybko potoczyło, studio, płyta, koncerty. Kilka lat trwało takie lekkie wariactwo.

Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, ile było w ogóle koncertów w waszej karierze, bo muszą to być jakieś kosmiczne liczby. Zastanawiam się, czy dzisiaj z podobnym zapałem wychodzi pan na scenę, czy może ten zapał w pewnym momencie zastąpiła rutyna. Czy w zawodzie muzyka można mówić o swego rodzaju wypaleniu?

Nie, myślę że nie. Najlepszym dowodem jest to, że wciąż bardzo kocham muzykę i  że zrobiłem w tym roku 5 płyt. Zajmuje mi to wiele czasu, ale uwielbiam to robić. Ja sobie to kiedyś wymarzyłem i to marzenie spełnia mi się cały czas, bo wena twórcza jest. Z koncertami Lady Pank jest tak, że nie mam problemu z graniem tych samych numerów. Jestem nie tylko gitarzystą rytmicznym, ale też solowym, więc bardzo dużo gram solówek i często je zmieniam. Poza tym każdy koncert jest trochę inny, inna publiczność, i mimo że utwory się w większości powtarzają, dla nas to nie jest nudne.

Jan Borysewicz 1_fot.Daniel Stanisławski

Czytałam też o takim fajnym geście, który pokazuje, że rzeczywiście panu to wypalenie nie grozi. Mam na myśli moment, w którym podobno na każdym koncercie całuje pan gitarę. Taki mały gest, a jednak dowód, jak bardzo związany jest pan z tym, co robi.  Z muzyką i instrumentem, który można powiedzieć, jest tak nieodłączną częścią pana życia, jak kobieta.

Tak, tylko że są dwie strony tego całowania. Jedna strona to ta gitara, druga, to że ja całuję odciśniętą rączkę mojej córki, która w tej chwili ma już 18 lat, a odcisnęła mi ją, jak miała 10 lat. To jest takie połączone, podziękowanie za muzykę i za radość, miłość do mojej córki.

Widząc takiego rockmana na scenie, wyobrażam sobie  jego sceniczne, gwiazdorskie oblicze, a tutaj fajnie pokazuje pan taką ludzką stronę, rodzinną stronę.

Myślę, że bez tego chyba by się nie dało, ja jestem bardzo zakochany w mojej córce. Od pierwszego dnia jej narodzin, czekałem na nią i do dzisiaj – wydaje mi się – mamy bardzo silną więź i to jest jakby połączone. Pierwszy raz o tym mówię, bo pierwszy raz ktoś mnie o to zapytał.

Mówimy o miłości do muzyki, która po latach nie przemija, o latach obfitujących w rozmaite doświadczenia muzyczne. Czego pana te lata na polskiej scenie muzycznej nauczyły?

Przede wszystkim zdobyłem doświadczenie. Jestem takim człowiekiem, który nie stoi w miejscu. Nie lubię się zamykać w jednym temacie, dlatego robię różne inne rzeczy oprócz Lady Pank, a mimo to udało mi się zachować styl zespołu Lady Pank. I to jest bardzo szanowane przez ludzi, którzy przychodzą na koncerty, bo oni chcą słuchać takiego zespołu, jaki słyszą na płytach.

A gdyby miał pan porównać te czasy z początku działalności zespołu, sprzed zmiany ustroju i  czasy współczesne, to które można uznać pana zdaniem za ciekawsze w kontekście działalności artystycznej?

Tamte czasy były bardzo fajne, te są zupełnie inne, ale też są bardzo ciekawe. Mnie bardzo kręci wchodzenie w różne rejony muzyki. Podam kilka przykładów. Zrobiłem płytę Bal Maturalny z Robertem M., który w tej chwili stworzył z Popkiem Gang Albanii. To było bardzo fajne wyzwanie i zupełnie coś nowego dla mnie. W tej chwili skończyłem kolejną płytę Borysewicz Brzozowski, która ukazała się 27 listopada. Następną rzeczą, jaką zrobiłem, to płyta z Popkiem i Robertem M. – Ballady Więzienne, też  nowe wyzwanie. Czwarta płyta to jest właśnie płyta Lady Pank, która jest już prawie na ukończeniu. Piąta płyta, którą teraz szykuję, to będzie pewnie zaskoczenie, bo robię całą płytę dla Izy Trojanowskiej.  Mam już około 6 utworów zrobionych z tekstami Wojtka Byrskiego, to jest teraz taki autor, z którym mi się bardzo dobrze współpracuje, m.in. napisał tekst do mojej kompozycji Niepisane, którą wykonują Bracia. I tak to wygląda, w tym roku 5 płyt. W przyszłym roku planuję, ponieważ mam swoje studio, połączenie nowoczesnej muzyki z czymś, co mnie kręci. Niedawno wszedłem do studia z moją solową płytą Janem Bo. Goście, których zaprosiłem, to: Ruda z Red Lips, Igor Herbut  z zespołu Lemon, Piotr Cugowski i Damian Ukeje.

Co pan sądzi o kondycji polskiej muzyki dziś prezentowanej w mainstreamie?

W zasadzie jest dwóch wykonawców na polskim rynku, których bardzo lubię i szanuję. Jest to Rojek i właśnie Igor Herbut z zespołu Lemon, dlatego zaprosiłem go do mojej solowej płyty. Niby jest tych talent show dużo, niby się pokazują te nowe zespoły, ale wydaje mi się, że polskie zespoły robią jeden błąd, że starają się grać coś bardzo nowoczesnego, zapominając o tym, że jest muzyka. W tej chwili  nie pisze się też tekstów takich jak kiedyś. U nas chce się na siłę robić to, co jest modne. Wydaje mi się, że to są takie zespoły, tacy wokaliści, którzy powstają na chwilę i zaraz się o nich zapomina. Wierzę jednak że na polskim rynku jest wielu zdolnych, młodych ludzi i za parę lat pojawi się ktoś taki, kto będzie wart mojego posłuchania.

To prawda, dziś często jest tak, że zespół ma jeden hit i potem trudno zagrać koncert. Zespół Lady Pank ma tyle przebojów, że może nimi swobodnie żonglować.

To jest fajne,  ale czasem chcielibyśmy zagrać takie utwory, które nas bardzo kręcą np. Pokręciło mi się w głowie czy Minus dziesięć w Rio. Numery z wcześniejszych nagrań, trochę mroczne, a widzimy rozgrzaną publiczność, która chce śpiewać, bawić się razem z nami i jak próbujemy zagrać taki numer, wtedy robi się cisza. Tak że teraz patrzymy pod tym kątem, bo wydaje mi się, że trzeba być takim trochę reżyserem show. Koncert powinien być w takiej wielkiej pigule, a my tą pigułę mamy dosyć konkretną. Na koncercie jest do dwudziestu utworów i nie ma numeru, który nie byłby znany. Najbardziej nas cieszy, że już trzecie pokolenie przychodzi na nasze koncerty i widzę młodych ludzi, którzy też świetnie się bawią.

To chyba jest największe wyzwanie dla artysty, żeby stworzyć taki przebój, który wciąż będzie aktualny?

Tak, to prawda, np. Utwór Mniej niż zero był aktualny w tamtych czasach, w tych czasach i w przyszłości też będzie aktualny. W kwestii traktowania społeczeństwa przez polityków nic nie zmieni, takie rzeczy się nigdy nie zmieniają. Bardzo mi zależy, żeby warstwa tekstowa  naszych utworów nie była pusta. To nie mają być teksty niszowe, tylko mówiące prawdę o tym, co się wokół nas wszystkich dzieje i być może dlatego nasze utwory są nieśmiertelne.

Czyli pomimo tego, że teoretycznie zaszły jakieś zmiany, to wciąż jesteśmy tacy sami?

Dokładnie, jak w piosence Tacy sami a ściana między nami. Jesteśmy sami między ludźmi, a między sobą mamy często ścianę nie do przebicia. Lubię poruszać takie tematy i lubię autorów tekstów, którzy coś takiego potrafią mi napisać. Wydaje mi się, że będziemy mieli wspaniałe numery i wspaniałe teksty na nową płytę Lady Pank, bo bardzo długo się do niej przygotowywałem. Trzy lata temu wydaliśmy płytę symfoniczną, która bardzo dobrze sprzedaje się do dziś, natomiast dawno nie było płyty studyjnej i mamy na nią naprawdę dobre teksty, mam nadzieję, że ludzie będą zachwyceni tym materiałem. Czuję się świetnie, jestem w świetnej formie, mam strasznie dużo energii. Od początku roku zabrałem się za siebie pod każdym względem, zmieniłem tryb życia, chodzę na siłownię, studio od rana do wieczora, poczułem wielką moc i chciałbym się tego jak najdłużej trzymać i wykorzystać to jak najlepiej.

Pewnie będzie trudno wybrać konkretną liczbę utworów, które będą miały pojawić się na tej płycie?

Utworów będzie jedenaście, były dwadzieścia dwa kawałki, ale nie chciałem wrzucać czegoś, co podoba mi się tylko trochę. Chciałem wrzucić takie numery, które będziemy grać na koncercie, może to się nie uda do końca, ale z pięć utworów spokojnie będziemy grać na każdym koncercie. Ta płyta będzie skończona ok. połowy stycznia, w lutym wyjdzie pierwszy singiel, a premiera będzie w moje urodziny – 17 kwietnia i to będzie dzień, w którym zagramy w Warszawie w klubie Stodoła. To nie ja wymyśliłem, tylko menadżerowie zrobili mi taką niespodziankę.

Mówiliśmy o tym, jak wielką rolę wasza muzyka odgrywa w życiu słuchaczy. Znalazłam taką fajną historię, o której pan kiedyś opowiadał, jak w Stanach podszedł do pana mężczyzna z butelką wódki i z złotym wisiorkiem z krzyżykiem, czy mógłby pan opowiedzieć tę historię?

Ten człowiek wszedł na scenę, ochroniarze chcieli go zabrać, zapytałem, o co chodzi, bo miał taki smutek w oczach. I  stał na tej scenie, w jednej ręce trzymał butelkę Absolutu, taką zamrożoną, w drugiej łańcuszek z krzyżykiem. Powiedział mi, żebym przyjął ten łańcuszek, ponieważ on kiedyś był umierający, leżał w szpitalu i akurat w radiu leciał Wciąż bardziej obcy i po wysłuchaniu tego utworu znalazł  tyle siły w sobie, że podobno wyzdrowiał. Początkowo nie chciałem przyjąć tego prezentu, ale jak opowiedział tę historię, bardzo się wzruszyłem i nie chciałem mu zrobić przykrości, więc go wziąłem, a wódkę zaproponowałem, żeby wypił z przyjaciółmi za nasze zdrowie. Wiele było takich wzruszających sytuacji. Kiedyś dostawałem 8 tys. listów miesięcznie. To chyba o czymś świadczy. I proszę mi wierzyć, że większość tych listów czytałem. Nie byłem w stanie odpisywać, ale czytałem i powiedziałem kiedyś w wywiadzie, że czytam i jestem duchowo z tymi ludźmi.

Czytam komentarze ludzi, którzy czekają na wasz koncert w Bostonie i widzę, jaką wielką rolę wasza muzyka odgrywała i odgrywa w ich życiu. Powtarzają się komentarze, że „to muzyka mojej młodości? ludzie opisują, kiedy usłyszeli wasze utwory, piszą, że jeżdżą na wasze koncerty, bardzo miło się to czyta.

Wiem, że jest wielu takich ludzi. Jak poznałem się z Darkiem Michalczewskim, potem zaprzyjaźniliśmy się i przyjaźnimy do dzisiaj, to mi powiedział, że ze swoją żoną kochał się przy Zawsze tam gdzie ty. Powiedział mi też, że bardzo dużo ludzi zamawia na śluby ten utwór. Wielu ludzi ma jakieś wspomnienia związane z utworami zespołu Lady Pank.

W jednym z wywiadów powiedział pan: „zespół jest teraz w świetnej formie, nie musimy prowadzić tak rozrywkowego trybu życia jak kiedyś, gramy świetne koncerty i nie są one wsparte żadnymi używkami, to już się skończyło? Czy to oznacza, że człowiek uczy się na błędach i żałuje pan tych skandali z przeszłości, czy może uważa pan, że warto w życiu wszystkiego spróbować, ale trzeba wiedzieć, kiedy powiedzieć sobie dość?

Imprezowałem prawie 40 lat, to było piękne, cudowne, ale w pewnym momencie trzeba się trochę ogarnąć, bo jest coś ważniejszego. Poza tym większość tych skandali, które były związane z Lady Pank, nie wynikało z naszego chamstwa, czy z tego, że nam na tych skandalach zależało. One wynikały z danej sytuacji, przy takim trybie życia, jaki  prowadziliśmy i przy takiej ilości koncertów, dostawało się małpiego rozumu,  nie będę tego ukrywał, nie my pierwsi i nie ostatni, o innych zespołach też się słyszało, faktem jest że o nas najwięcej. Mam nadzieję, że to jest za nami i żaden taki skandal już się nie pojawi. Zależy nam, żeby zespół grał jak najdłużej, dlatego zrezygnowaliśmy z imprez i widzę  po sobie efekty, jak od roku zasuwam, jaka jest energia. Po Januszu widzę, że zupełnie inaczej śpiewa, nie ma przemęczenia w zespole, nikt nie pije, jest tylko woda mineralna.

Które z  waszych ponadczasowych przebojów  usłyszymy na koncercie Lady Pank w Bostonie?

W Bostonie należy się przygotować na wszystkie największe przeboje Lady Pank, wszystkie które znacie będą grane. A jeżeli nie, proszę krzyczeć, to zagramy. A na pewno będzie Zawsze tam gdzie ty, Kryzysowa narzeczona, Mniej niż zero, Sztuka latania, Wciąż bardziej obcy, Zostawcie Titanica, Vademecum skauta, Zamki na piasku. Proszę nie uciekać od razu po koncercie, gramy bisy i chętnie się spotkamy z publicznością, jeżeli będzie taka potrzeba.

Czy wasi fani mogą liczyć na to, żeby uścisnąć wam rękę po koncercie albo na autograf i zrobienie sobie z wami zdjęcia po koncercie?

Oczywiście, że tak. Na pewno menadżerowie zorganizują jakiś stolik i po koncercie wyjdziemy do publiczności, żeby podpisać płyty.

A czy w trakcie pobytu na Wyspach oprócz koncertu planujecie jakieś zwiedzanie i odkrywanie  Bostonu lub innych miejsc?

Ostatnio graliśmy w Belfaście i byliśmy w tej fabryce, gdzie budowali Titanica. W przyszłym roku też jedziemy tam na koncert i mam taki pomysł, żeby nakręcić maszynownię, zrobić z tego teledysk i puszczać to na koncertach jako wizuale. Zawsze łączymy wyjazdy na koncerty ze zwiedzaniem, ja to uwielbiam, nie siedzę w hotelu, jestem ciekawy świata, choć zwiedziłem już bardzo dużo, na pewno nie omieszkam zwiedzić jakieś fajne miejsca i zobaczyć ciekawe rzeczy w Bostonie.

Czego by pan sobie życzył na następne lata?

Życzyłbym sobie, żeby forma była zawsze taka jak jest teraz, bo czuję się świetnie i mam ochotę grać i dzielić się swoją muzyką.

 

rozmawiała: Małgorzata Prochal, Radio Star
opracowała: Marzena Wojciechowska, Twoja Anglia

Koncert Lady Pank w Bostonie 

Data: 11.12.2015, start: 20.00,miejsce: The Gliderdrome, Spain Place, PE21 6HN Boston, Lincolnshire, Anglia

FacebookTwitterPinterestGoogle+Share

Leave a Comment