FacebookTwitterPinterestGoogle+Share

Walka o kofeinę w Kolumbii

Walka o kofeinę w Kolumbii

Mało kto wie, że przez lata wielu badaczy w Kolumbii było zaangażowanych w mało znaną walkę z chorobą, która mogłaby doprowadzić do zaprzestania picie kawy na całym świecie.

Jeśli wylądowałbyś w Bogocie w latach sześćdziesiątych, jedną z pierwszych rzeczy, które zapewne zobaczyłbyś poza lotniskiem to gigantyczny billboard z nieco groźnym ostrzeżeniem „Rdza kawowa to wróg. Nie przywoź roślin z zagranicy”.

Było to jedno z pierwszych ostrzeżeń o największym niebezpieczeństwie, jakie zagraża uprawom kawowy w Kolumbii aż po dziś.

Rdza kawowa jest chorobą, która może poważnie zagrozić, a nawet zniszczyć narodowy gospodarkę kraju, którego podstawą jest uprawa kawy i stanowi jedną z jego największych gałęzi przemysłu i jeden z najważniejszych źródeł zagranicznej waluty. Tylko w ubiegłym roku eksport kawy wyniósł 2,4 mld USD (1,8 mld GBP) i stanowił 7,7% wszystkich towarów sprzedawanych za granicą. To sprawia, że ​​Kolumbia jest trzecim co do wielkości producentem kawy na świecie. Innymi słowy, jeśli rdza wciąż będzie utrzymywać się na kolumbijskich plantacjach, a globalne zasoby ziaren kawy będą się zmniejszać, wpłynie to na cenę kawy, którą pijemy wszędzie.

Dlatego w ciągu ostatnich dziesięcioleci naukowcy z Kolumbii zaangażowali się w mało znaną walkę z chorobą, prowadzoną z małego laboratorium głęboko w górach w zagłębiu kolumbijskiej kawy.

Rdza kawy nęka rolników od ponad wieku. Kiedy drzewo zostaje przez nie zainfekowane, jego liście tworzą brązowy, cienki proszek, który po lekkim podrapaniu, przypomina zwykłą rdzę. Choroba, wywołana przez grzyb Hemileia vastatrix, odbarwia liście krzewu od jasnozielonego do brązowawożółtego. W końcu drzewo kawowca traci wszystkie swoje liście i tym samym możliwość wytwarzania ziaren.

Pozostawienie roślin w tym stanie bez opieki może mieć dramatyczne konsekwencje. Pod koniec XiX wieku, Sri Lanka, Filipiny i inne kraje w Azji Południowo-Wschodniej były głównymi eksporterami kawy na świecie. W ciągu kilkudziesięciu lat choroba spowodowała, że praktycznie przestali uprawiać tę roślinę.

Sugeruje się nawet, że jest to jeden z powodów, dla których Brytyjczycy wolą dziś herbatę. Sri Lanka przestawiła się bowiem na uprawę herbaty, ponieważ kawa nie była już tak opłacalna, właśnie ze względu na tę chorobę. Na szczęście dla producentów azjatyckich, Wielka Brytania zmieniła swoje upodobania, gdy zniknęły dostawy kawy.

  

Piękna i bestia

Drugi powód dlaczego stan drzew ​​kawowca jest szczególnie niepokojący dla Kolumbii, to fakt, że grzyb atakuje jeden rodzaj kawy, na której opiera się ten kraj i do którego  picia miłośnicy małej czarnej przywykli na całym świecie.

Kawa występuje w dwóch podstawowych odmianach. Możemy nazwać je „Piękną” i „Bestią”.

„Piękna” to arabika. Jej nasiona dają pyszny i delikatny napój, który sprzedaje się po dobrych cenach na rynkach międzynarodowych. Jest to odmiana, dzięki której kolumbijska kawa stała się tak sławna.

„Bestia” to coffea canephora, znana również jako robusta. Jest to twardsze drzewo z bardziej odpornymi liśćmi, które jest tańsze w uprawie. Niestety kawa z ziaren tej odmiany ma zdecydowanie ostrzejszy i gorzki smak; niezbyt zachęcający dla koneserów kawy i tym samym już mniej doceniony przez rynek w przeciwieństwie do arabiki. W rezultacie robusta, według Międzynarodowej Organizacji Kawy, stanowi ona jedynie 37% światowej produkcji kawy.

Niestety rdza kawowa atakuje jedynie „Piękną”.”Bestii” nie tyka wcale. Kolumbia eksportuje tylko „Piękną”, więc zmiana na inny rodzaj kawy nigdy nie była brana pod uwagę. W latach sześćdziesiątych zespół naukowców z laboratorium badawczego Cenicafe postanowił znaleźć rozwiązanie, które wykorzystywałoby najlepsze cechy tych dwóch odmian. Nie jest to jednak proste.

Laboratorium w dżungli

Aby dostać się do Cenicafe, musisz jechać całą drogę aż na szczyt góry. Drogi są tak kręte, że podróż nimi może powodować nudności, jeśli nie jesteś do nich przyzwyczajony. Powód takiej lokalizacji laboratorium, to utrzymanie 89-letniej historii badań z dala od siły natury. Poprzednie laboratorium została zalana gorącą lawą po erupcji wulkanu w 1985 roku.

Ośrodek została założony przez Krajową Federację Plantatorów Kawy (znaną również jako Fedecafe). Stowarzyszenie jest uważana w Kolumbii za globalne centrum nauki o kawie.

Główne zadanie tego super laboratorium kawy to tak naprawdę zachowanie konkurencyjności w produkcji ziaren i obniżanie ryzyka. Badania prowadzone w tym ośrodku pomogły udomowić i stworzyć wiele wysokiej jakości odmian, które rosną teraz zarówno w Kolumbii jak i na świecie.

Aby uratować kawę Kolumbii, naukowcy z Cenicafe w latach 60. zdali sobie sprawę, że muszą hodować nowe odmiany, które mogą dziedziczyć zarówno charakterystyczny smak i aromat kolumbijskiego „Pięknej”, jak i odporność „Bestii”.

Żeby tego dokonać to musieli zdobyć te geny, bowiem „Piękna” i „Bestia” zwyczajnie się nie krzyżują. Rozwiązanie przyszło z drugiego końca świata.

Pozdrowienia z Timoru

W pewnym momencie historii kawy coś dziwnego wydarzyło się w Timorze. Gdzieś na tej małej wyspie na Oceanie Indyjskim, w połowie drogi między Indonezją a Australią, „Piękna” i „Bestia” pewnego rodzaju romans. W rezultacie narodziła się hybryda Timoru.

Ta naturalnie występująca hybryda arabiki i robusty została znaleziona w 1927 roku, a zaczęto ją zbierać w 1940 roku. Nie jest to tak naprawdę zbyt smaczna kawa, ale miała decydującą cechę: w przeciwieństwie do zwykłej robusty, może być ponownie rozmnażana z odmianami arabiki, co oznacza, że ​​może przenosić na nie swoją odporność na rdzę.

Oczywiście centra badań kawy na całym świecie zaczęły właśnie to robić, ale pojawił się problem. Krzyżówka nadal nie smakował zbyt dobrze, co oznaczało, że to się nie uda.

Cenicafe rozpoczął starania na rzecz walki z rdzą rozpoczętą w 1968 roku, wiedząc, że rdza zza oceanu wkrótce dotrze do Kolumbii. Rozpoczęto projekt stworzenia odmian kawy, która opierze się zarazie. Nie chodziło tylko o umieszczenie dwóch odmian w mikserze genetycznym. Prawdziwa praca polegała na krzyżowaniu pięciu pokoleń drzew i wybieraniu tych, które zapewniały lepszy smak i delikatniejszy zapach, a także niewielkiego rozmiarami drzewa, przy zachowaniu produktywności i odporności na różne rodzaje grzyba Hemileia.

W 1980 roku ośrodek wydał pierwszą hybrydę Caturry – dominującej odmiany uprawianej w tym kraju – oraz hybrydę Timoru. Nazwano ją Kolumbią. Kawa była wystarczająco dobra, aby mogło być dobrze przyjęte przez plantatorów i kupujących, do tego stopnia, że ​​wciąż jest obecne w wielu gospodarstwach kawowych tego w kraju. Rychło w czas. Trzy lata później w Kolumbii wybuchła na plantacjach epidemia rdzy kawowej.

Ruchomy cel

Stworzenie odmiany Kolumbia nie będzie końcem wojny z rdzą. Hemileia vastatrix ewoluowała od tego czasu i znalazła sposób na zaatakowanie niektórych uprzednio odpornych krzewów kawowych i atakuje kolejne, dotąd odporne odmiany. Praktycznie rzecz biorąc jest to ciągły wyścig z zarazą. Tworzone są nowe odporne odmiany kawy, które wcześniej czy później atakuje zmutowany grzyb.

Zagrożenie zmianami klimatycznymi również nie pozostaje bez wpływu na kolumbijskie plantacje. Temperatury w najzimniejszej części roku rosną, co zdaniem niektórych naukowców skraca czas, w którym grzyby rdzy kawowej atakują liście, gdy już zainfekują kolejne drzewa. W rezultacie przyszłe epidemie mogą być dłuższe i bardziej destrukcyjne.

Mając to na uwadze, Cenicafe opracował inne odmiany. W 2005 roku wydali nowy materiał siewny, nazwany Castillo po Jaime Castillo Zapata, głównym naukowcu zajmującym się rozwojem odmiany Kolumbia. W 2016 r. Trzecia odmiana o nazwie Cenicafe 1 zwiększyła również swoją odporność na inne choroby.

Główną ideą jest utrudnienie grzybowi całkowitego złamania oporu drzewa. Osiąga się to poprzez włączenie wielu różnych genów, które zapewniają odporność na patogen. Jeśli któryś z nich zostanie pokonany przez nową mutację Hemielii, pozostało jeszcze wiele innych genów.

Zwiększając pulę genową, naukowcy zajmujący się kawą mają również na celu ochronę upraw przed innymi zagrożeniami. Zmniejszenie różnorodności genetycznej to proszenie się o kłopoty. Mniejsza różnorodność odmian to mniejsza odporność na klimat, szkodniki i choroby.

Brak różnorodności okazał się katastrofalny dla innych komercyjnych upraw. Prawie wszystkie banany, które można dziś kupić w większości regionów świata, to klony pojedynczej rośliny rodzicielskiej zwanej Cavendish, początkowo hodowanej w Wielkiej Brytanii w XIX wieku.

Nie był to najsmaczniejszy owoc, ale był odporny na grzyby, które wymazały najpopularniejszą na świecie odmianę w połowie XX wieku. Niestety grzyb zmutował i teraz może zabić Cavendisha, co oznacza ​​wyginięcie gatunku tego smacznego owoca.

Na szczęście kawowi naukowcy znają tę historię. W przyszłości, gdy rdza ostatecznie pokona Castillo i Kolumbię, inne odmiany będą kontynuowały walkę.

Coś więcej niż tylko kawa

Rozprzestrzenienie się rdza kawowej zacznie może pociągnąć za sobą ogromne koszty ludzkie. Przemysł kawowy w Kolumbii zatrudnia około 730 000 osób, w większości na ubogich obszarach wiejskich w kraju. Drobni rolnicy uprawiają wszystko, aby uzyskać dobry plon. Podejmują bardzo wysokie ryzyko, bo jeśli coś pójdzie nie tak, ich rodziny ponoszą ogromne koszty. Castillo nie jest kwestią luksusu. Od tego zależy przetrwanie wielu ludzi, a odmiany takie jak Castillo sprawiają, że kawa jest opłacalna dla wielu drobnych rolników, którzy obecnie mają rozsądną cenę i mniej ryzykowną opcję.

Nowe odmiany to tylko część łamigłówki. Przygotowanie plantatorów na nowe i odporne odmiany może być trudne. Pojedynczy krzak kawowy może dawać najwięcej owoców dopiero po ośmiu latach, co oznacza, że ​​większość nowych krzaków nie tylko nie zarabia na siebie. Wielu hodowców jest również emocjonalne przywiązanych do odmian, które już uprawiają. Znają charakter swoich drzew, ich lepsze i gorsze momenty oraz to w jaki sposób, zachowują się w specyficznym otoczeniu swoich gospodarstw. Nawet gdy Castillo jest uprawiany w bardzo podobny sposób do Caturry, niektórzy rolnicy sadzący nowe nasiona mogą czuć się jakby przyjmowali obcego w swoim domu.

Przestawienie się na nową odmianę pociąga za sobą również duże koszty finansowe. również koszt pieniężny. Zamiana wymaga dużej początkowej inwestycji. Zwrot z niej to początkowo bardzo niskie plony przez co najmniej pierwsze dwa lata, a tym samym znacznie obniżony dochód.

Kolumbia przedstawiła strategię przezwyciężenia tych przeszkód. Fedecafe oferuje dotacje i pożyczki dla rolników, pomagając im kupić odporne nasiona i doradztwo techniczne w zakresie uprawy.

Mimo to choroba może nadal siać spustoszenie w całej branży. Wybuch epidemii w 2008 roku zdołał zniszczyć 25% zbiorów w Kolumbii. Od tego czasu znacznie przyspieszono starania, aby rolnicy hodowali Castillo.

Dzisiaj, według danych Fedecafe, 76% wszystkich drzew kawowych w Kolumbii jest co najmniej częściowo odpornych na rdzę kawową, co jest dobrym wynikiem – głównie dzięki rozpowszechnieniu odmiany Castillo wśród plantatorów. Podczas gdy inne kraje poniosły ogromne straty, a ich plony zmniejszyły się o połowę po ostatnich epidemiach, Kolumbijczycy odnotowali jedynie kilkuprocentowe straty spowodowane przez Hemileia vastatrix.

Dlatego większość branży kawowej, od plantatorów, przez naukowców, po kupujących, uważa kolumbijskie wręcz heroiczne w walce z tą chorobą. Pojawią się również głosy krytyczne, ponieważ smak nowych odmian nie został przyjęty wszędzie równie przychylnie.

Subiektywne oceny

Raz w roku, plantatorzy kawy poddają całą swoją ciężką pracę ocenie przez specjalistów – degustatorów. Ich celem jest osiągnięcie magicznej oceny 80 punktów.

Degustatorzy oceniają smak kawy w skali do 100 punktów. Ocenie podlegają zapach, konsystencja, smak, kwasowość oraz wiele innych atrybutów. Ocena 80 to minimum, które pozwala uznać kawę za „wyjątkową” i sprzedawać po wyższych cenach niż średnia rynkowa. Niektórzy kupcy są jeszcze bardziej wybredni: żądają 83, a nawet 87 punktów. Oczywiście płacą za to odpowiednią cenę i nie liczą specjalnie pieniędzy gdy chodzi o jakość. Celem hodowcy kawy jest osiągnięcie 80 punktów przede wszystkim za smak.

Jest to potwierdzenie jego umiejętności jako plantatora. Wynik, który stawia jego produkt  wśród elity elit producentów kawy.

Za dowód jak trudno dostać się do tej grupy niech świadczy to, że w 2016 r. tylko 17% kawy eksportowanej przez Kolumbię osiągnęło ten cel.

Niektórzy ludzie na rynku kawy myślą, że Castillo nie jest prostu dość dobry i nigdy nie będzie. Przez lata niektórzy kepperzy kawowi skarżyli się na nieco gorszą jakość i smak Castillo. `Zwłaszcza w porównaniu z Caturrą ​​. Twierdzenie, które może zdecydowanie obniżyć żywotność nowej odpornej odmiany, tym razem na rynku kawy. Problem wydaje się być nieco sztuczny, bo o ile Castillo nie sprzedaj się wcale na rynkach najbardziej wymagających, to znakomicie idzie sprzedaż tej odmiany tam, gdzie ludzie nie chcą płacić kroci za dobrą kawę i tych jest zdecydowanie więcej niż smakoszy.

Co ciekawe, przy testach z podwójną ślepą próbą, żaden z testerów smaku kawy nie był wstanie stwierdzić żadnej znaczącej różnicy między Castillo a bardziej szlachetnymi „odmianami”. Problem – jak widać – tkwi w głowach i sercach, bo na pewno nie w kawie odpornej na zarazę.

Wojciech Bednarek/TwojaAnglia.eu

FacebookTwitterPinterestGoogle+Share