FacebookTwitterPinterestGoogle+Share

Siła kobiecego indywidualizmu. Marcelina Rozmus-Printz: to duzi producenci nie mają ze mną szans!

Siła kobiecego indywidualizmu. Marcelina Rozmus-Printz: to duzi producenci nie mają ze mną szans!

Dziś przedstawiamy Wam ambitną kobietę z Polski, która postawiła na inne kobiety. Swój biznes oparła, od początku do końca, na potrzebach innych pań. Doceniła ich indywidualizm, dała upust ich torebkowym fantazjom. Poznajcie Marcelinę Rozmus-Prinz, założycielkę Mana Mana, pasjonatkę, artystyczną duszę a także żonę i młodą mamę.

Adrianna Wernik: Mana Mana powstała z pasji a teraz jest rentowną firmą. Czy od początku myślałaś, że będzie to Twój sposób na życie?

Marcelina Rozmus- Pritz: Nie potrafię i nigdy nie potrafiłam szyć. Dzisiaj zarządzam prawie dwudziestoosobowym zespołem fachowców i wysyłam torebki szyte na indywidualne zamówienia dosłownie na cały świat. Zupełnie nie planowałam ani założenia firmy, ani zatrudniania tylu pracowników. Nie miałam pojęcia o prowadzeniu biznesu a już na pewno nigdy nie zaprzątałam sobie głowy czymś takim jak podatki. Mechanizmy rynkowe i wiedza o handlu ograniczały się dla mnie do faktu, że trzeba zrobić zakupy na obiad 😉 I właśnie taka beztroska przystąpiłam do budowania czegoś na własny rachunek. Mając w zanadrzu tylko ogromny zapał i tak zwaną artystyczną duszę, wymyśliłam sobie, że zajmę się haftem cyfrowym. Na studiach miałam okazję dosłownie liznąć, jak to się mówi, grafiki wektorowej ale można powiedzieć, że właśnie ten przedmiot najbardziej pobudził moją wyobraźnię. Tak bardzo spodobała mi się ta dziedzina, że poszłam na dodatkowe kursy aby porządnie rozprawić się z Corelem i Photoshopem. Niedługo później wpadłam na pomysł, że chciałabym połączyć rysowanie grafiki z ozdabianiem odzieży. Z pomocą przyszła hafciarka cyfrowa, którą mam do dziś.

Kiedy zrobiłaś swoją pierwszą torebkę? Podobno spory udział w tym miała Twoja mama?

Po ukończeniu studiów dziennikarskich (24l.), chciałam spróbować swoich sił pracując w redakcjach różnych mediów, jednak nigdzie nie udało mi się nawiązać wartościowej współpracy. Mogłam posmakować każdego gatunku dziennikarstwa w praktyce, jednak jakoś nie porwało mnie to na tyle, bym straciła głowę dla pisania. Wydawało mi się, że brakuje mi kilku cech charakteru do bycia naprawdę dobrym dziennikarzem, przebijającym głową mury z uroczym błyskiem wścibskości w oku i jakąś taką wrodzoną nachalnością. Z ekonomicznych względów zamieszkałam z powrotem u rodziców. Tam spotkało mnie nie tylko wsparcie w chwilowym dołku (w którym znajduje się zapewne każdy, kto przez kilka miesięcy nie może znaleźć pracy) ale i motywacja do działania. Rodzice w mgnieniu oka uwierzyli w mój pomysł i zaoferowali pomoc w zakupie pierwszej maszyny hafciarskiej, od której wszystko się zaczęło. Pod koniec wakacji 2011 roku zajęłam się haftem cyfrowym już tak na serio 😉 Oczarowana możliwościami maszyny hafciarskiej, rozpoczęłam przygodę z haftowaniem wzorów na dosłownie wszystkim, co wpadło mi w ręce. Pewnego dnia, moja Mama zabrała odrzucone przeze mnie haftowane ścinki, na których trenowałam moją maszynę, i uszyła z nich czerwoną torebkę! Gdyby nie ten dosłowny przypadek, nie byłoby ani Mana Mana, ani całej pracowni.

Jak wspominasz pierwsze chwile prowadzenia własnej działalności?

Ten czas, gdy stawiałam swoje pierwsze kroki w byciu przedsiębiorcą wspominam bardzo miło. Mieszkałam wówczas z rodzicami i Mama brała czynny udział w moich “akrobacjach” z haftami i szyciem. Pomagała szperać po sieci w poszukiwaniu materiałów. Podsunęła mi pomysł haftowania na kolorowym filcu. Muszę wspomnieć, że już wtedy sypały mi się zlecenia, bo wystawiałam swoje usługi na allegro i tu niejednokrotnie mama ratowała mnie przed kompromitacją 😉 Najczęściej brałam zlecenia, które przerastały moje możliwości i stan wiedzy na tamten moment. Z resztą do dziś tak mam, może więc jest to jednak czynnik determinujący rozwój? 🙂 Wtedy jednak można powiedzieć, że uczyłam się na tych zleceniach i gdyby nie mama, musiałabym się chyba wycofać. Na szczęście klienci również wykazywali się wyrozumiałością, jakby wyczuwali że jestem na początku drogi w tej branży. Dziś wspominam to z politowaniem dla samej siebie (bo dziś wiem ile wtedy nie wiedziałam) ale wtedy byłam jak człowiek-rakieta! Zdeterminowana, dniami i nocami haftująca te nieszczęsne kwiatuszki.

Mama więc mocno Cię wspierała, gdy stawiałaś pierwsze kroki jako bizneswoman. A czy były wokół Ciebie inne osoby, które realnie przychodziły Ci z pomocą?

Poza moją mamą, wspierała mnie również pozostała część rodziny. Siostra przyjeżdżała wieczorami pomagać mi w zakładaniu okuć w paskach, bo opadałam z sił. Brat wymyślił nazwę marki Mana Mana bo miał na studiach kolegę o takiej ksywie. Dobrze pamiętam też słowa mojego Taty: Jako przedsiębiorca musisz się cały czas uczyć, nigdy nie przestawaj.   

Jakie były Twoje kolejne kroki?

Postanowiłam wyprodukować więcej torebek i zgłosić się na Bożonarodzeniowy kiermasz rękodzieła w Sopocie. Przygotowałam i sfotografowałam cały asortyment, z którym miałam zamiar pojechać na to wydarzenie i wrzuciłam te zdjęcia do Internetu. Zanim nadszedł dzień kiermaszu, połowa towaru była już sprzedana online! A po powrocie zostałam już tylko ze zdjęciami produktów, które były bardzo słabe ale jedyne, na jakie było mnie stać. Szybko wysłałam zgłoszenia do portali sprzedających rękodzieło ale wcale nie było łatwo się tam dostać. Po wielu odrzuconych zgłoszeniach w końcu jednak się udało i rozpoczęłam regularną sprzedaż torebek przez Internet.

Zaskakujący pomysł na nazwę. Wydaje się, że Mana Mana niesie głębokie znaczenie a okazuje się, że można zbudować potęgę na ksywie kolegi brata? 🙂

Chcę być szczera, więc przyznam, że kiedyś siedzieliśmy całą rodziną na kawie u rodziców i brat rzucił bez zastanowienia: A może MANA MANA? I tak zostało. To wymyślona na początku nazwa podyktowała styl i kierunek, w którym poszedł cały brand. Nazwa marki, w połączeniu z moją osobowością, dała charakter całemu przedsięwzięciu. Później różne osoby zaczęły ją interpretować doszukując się w nazwie głębszego znaczenia. Takich jak mano, czyli dłonie, ręce, gdzie już blisko jest do rękodzieła. Poza tym Mana to słowo określające magiczną moc w literaturze i grach gatunku fantasy. I tutaj znowu strzał w dziesiątkę! Przecież tu wyczarowuje się torebki według pomysłu klientek! Część odbiorców myśli, że nazwa firmy pochodzi od mojego imienia, bo właściwie też pasuje. Śpiewające Muppety, które każdy zna pa pi pi ti pi – to już tylko wisienka na torcie tego, z czym może kojarzyć się mój brand! Nie wiem jak to się stało ale dziś wszyscy mówią mi Mania 🙂

Jak długa była droga od sprzedania pierwszej torby do założenia własnego butiku w Gdyni i sprzedaży torebek na całą Polskę?

Jesienią 2011 roku powstała pierwsza torba. To właśnie ta czerwona, uszyta przez moją mamę. A już rok później mieszkałam w Gdyni i jesienią 2012 roku otworzyłam malusieńką pracownię połączoną ze sklepem. Jej metraż starczył jedynie na rok i szybko musiałam rozglądać się za większym lokalem na wynajem.

Od razu wiedziałaś, że Twoje projekty będą tak dalece personalizowane? Teraz w oparciu o kilka wykrojów, szablonów torebek Twoje klientki mają wpływ na ich wygląd niemal od początku do końca. Mogą przebierać w rodzajach materiałów, ich kolorach, ilości kieszonek, itp.

Tak, tę drogę obrałam już na samym początku, bo wiedziałam, że to będzie mój wyróżnik. Nie miałabym szans konkurować z dużymi producentami torebek. Odwróciłam system do góry nogami i sprawiłam, że to duzi producenci nie mają szans ze mną przez personailzację i indywidualne podejście do każdego klienta. Dużych producentów nigdy nie będzie stać na to, aby tak jak ja, personalizować produkty. Procesy produkcyjne dużych fabryk kompletnie nie są do tego dostosowane. Tam funkcjonują taśmy produkcyjne i praca na akord. Mój system produkcji jest bardzo rozbudowany, ale całość jest dostosowana do szycia każdej torebki pojedynczo. Mimo, że szyjemy pojedyncze egzemplarze na indywidualne zamówienia, to udało mi się zeskalować ten, z pozoru niemożliwy do skalowania, model biznesowy. Jesteśmy jedyną w kraju marką, która na tak dużą skalę produkuje torby na indywidualne zamówienia z możliwością personalizacji wielu składowych elementów w produkcie. Mamy własną produkcję i dystrybucję. Mana Mana to organizm zbudowany tak, że nigdy nie produkuje w ciemno, nie tworzy kolekcji, nie inwestuje pieniędzy w niewiadomą, zadając sobie pytanie: czy to się sprzeda?. Szyjemy dopiero jak ktoś złoży zamówienie i za nie zapłaci. Przypomina to prepaidowy system telefonu na kartę. Nigdy nie będziemy mieli przepełnionych stanów magazynowych, nawet niespecjalnie mają u nas sens wyprzedaże (ale prawa rynku to wymuszają) bo nie mamy się czego pozbywać! U nas termin podaż ma trochę odwrócony sens. Wszystko szyjemy dopiero jak jest na to popyt.

Napotykałaś na swojej drodze duże trudności?

Po 8 latach budowania marki, myślę sobie, że największą moją siłą jest pokora. Wyraża się ona w mojej wdzięczności za to, co mnie spotyka. Widzę siebie wyłącznie jako ogniwo w długim łańcuchu ludzi pracujących na sukces marki Mana Mana. Zdarza się jednak, że w nieodpowiedniej skali mierzę własne zasługi. Mój zespół mówi:  Mania, przecież ty to stworzyłaś! Gdyby nie ty, nie byłoby tego wszystkiego, naszej pracowni, sklepu, całego Mana Mana. Ja czuję dokładnie odwrotnie. Gdyby nie oni – nie byłoby marki. Każdy człowiek wniósł tu jakieś udoskonalenia, każdy miał i ma udział w rozwoju firmy. Za to będę nieustannie dziękować moim ludziom. Największą trudnością jest to, by wciąż wierzyć w firmę, mimo takich przeciwności jak niespodziewane spadki sprzedaży, wahania nastrojów w zespole, pomyłki w realizacjach zamówień, niesprzyjające przepisy, nieuczciwa konkurencja żerująca na naszych pomysłach.

Czy były chwile zwątpienia?

Nie raz bardzo się martwiłam czy słusznie podjęłam jakieś decyzje. Bałam się o to czy zbyt pochopnie nie zainwestowałam w jakiś deal. Nigdy jednak nie miałam wątpliwości czy chcę robić Mana Mana. Coś mnie trzyma. Nie wiem co to jest ale nie pozwala zwątpić.

Prócz kobiety sukcesu jesteś też młodą mamą. Jak udaje Ci się łączyć sprawy firmy z tak ważną rolą w życiu kobiety, jaką jest macierzyństwo?

To bardzo trudne ale można to sobie jakoś wypracować. Działam jak na pstryczek. Gdy jestem z dzieckiem, kompletnie nie myślę o firmie. Totalna blokada. Oddaję swoją uwagę i myśli całkowicie mojej półtorarocznej Ricie. I odwrotnie. Kiedy jestem w pracy, nie myślę o swoim dziecku. Wyłączam tryb matki i na 100% poświęcam się zespołowi oraz zadaniom do wykonania.

Pierwsze miesiące bycia matką odwróciło do góry nogami moją pracoholiczną codzienność. Żyłam tylko pracą a ta rzeczywistość była dobrze zorganizowana. Do tej pory miałam kontrolę nad wszystkimi procesami bo to ja je wprowadzałam. Prowadziłam przecież rozbudowaną organizację. Zarządzałam ludźmi i ich pracą. Wyznaczałam tory do działania, planowałam i odhaczałam zrealizowane cele. Aż tu nagle zjawiła się mała Ktosia i rozwaliła system. Dopiero teraz, kiedy mała ma półtora roku, zaczynam łapać jakiś minimalny balans. Rita nie jest hajnidem (od red. high need baby) ale nie dam sobie wmówić, że coś takiego jak work-life balance w ogóle istnieje. Pokuszę się nawet o tezę, że to największa ściema pierwszego świata!

Czy poleciłabyś innym kobietom pójście drogą pasji i marzeń?  

Tak, ale jeśli jesteś gotowa do tej podróży. Droga pasji i marzeń jest bardzo kręta, wyboista, pełna ślepych zaułków. Jest też bardzo kosztowna i czasochłonna. Nie znajdziesz jej w google maps i nikt nie podpowie jak tam trafić. Wszystkiego musisz dowiedzieć się sama. Ja nie przepracowałam w mojej firmie ani jednego dnia przez ostatnie 8 lat! Tak, codzienność z Mana Mana wprawia mnie w ekscytację i nie nazywam jej pracą. Mąż musiał sobie opracować kilka systemów focha abym wracała o ludzkiej porze do domu.

Zdradzisz nam co planujesz w najbliższej przyszłości? Czego możemy Ci życzyć?

Ten rok stoi pod znakiem dużych inwestycji. Planujemy rozbudować plan marketingowy Mana Mana tak, by docierać do nowych odbiorców. Będziemy szerzej testować, dotąd niewykorzystane, kanały mediów społecznościowych. Czeka nas też spora inwestycja w udoskonalenie Kreatora Torebkowego, który w obecnej wersji ma jeszcze kilka niedociągnięć. Cała oferta produktowa przejdzie lifting technologiczny. Mimo opinii, że nasze torebki są wytrzymałe i solidne, chciałabym jeszcze mocniej podkręcić jakość. W tym roku stawiam na materiały produkowane specjalnie na nasze zamówienie. To spowoduje, że w końcu nikt nie będzie nas kopiował. Planujemy również wypuścić gadżety sygnowane naszym logotypem. A prywatnie – kupiliśmy z mężem dom. Właśnie go remontujemy i na wiosnę planujemy przeprowadzkę. To dla nas ważne, znaleźliśmy swoje miejsce na ziemi.

 

Życzymy Ci więc kolejnych sukcesów i dziękujemy za rozmowę!

Rozmawiała i opracowała: Adrianna Wernik

FacebookTwitterPinterestGoogle+Share