FacebookTwitterPinterestGoogle+Share

Z rodziną wychodzi się dobrze nie tylko na zdjęciach

Z rodziną wychodzi się dobrze nie tylko na zdjęciach

O tym, jak sprawić, by w związku mimo upływu lat paliło się uczucie, o nowym projekcie rodzinnego trio oraz jak to się stało, że na jego artystycznej drodze stanął czarny ołówek opowiada Piotr Cugowski- syn legendy polskiego rocka, muzyk, wokalista grupy Bracia, założonej wraz z bratem Wojciechem.

13 lutego zagraliście wspaniały, walentynkowy koncert w Londynie, było bardzo rodzinnie, bo na scenie razem z wami pojawił się wasz ojciec Krzysztof Cugowski. Jak zrodził się pomysł, by zacząć razem koncertować?

Ten moment przyszedł bardzo naturalnie. Tata zakończył pracę z zespołem Budka Suflera, mieli swój jubileuszowy rok pożegnalny i zaraz od stycznia następnego roku zaczęliśmy rozmawiać o tym, że trzeba razem pograć, połączyć siły i nagrać wspólną płytę.

Projekt waszego rodzinnego trio już wkrótce się ukaże, jaki jest ten album?

Ta muzyka różni się od płyt Braci. To, co grał ojciec z Budką Suflera natchnęło nas, by zwrócić się ku latom sześćdziesiątym i siedemdziesiątym, ale jest nagrane współcześnie, więc myślę, że dla wielu będzie czymś ciekawym  i niebanalnym. Singiel Zaklęty krąg swoją premierę sceniczną miał w maju na Polsat SuperHit Festiwal 2016 w Operze Leśnej w Sopocie, a premiera krążka  już 30 września.

Jak czujecie się razem na scenie ojciec i synowie? Jak wam się razem współpracuje?

Jest to współpraca na poziomie partnerskim, nie ma tutaj odniesienia syn- ojciec, ojciec-syn,  scena jest wspólna dla wszystkich. Myślę, że to jest idealny moment, żeby to robić, lepszego nie moglibyśmy wymyślić, bo ojciec jest nadal w wyśmienitej formie, a my jesteśmy po fajnej płycie „Zmienić zdarzeń bieg? która okazała się sukcesem, więc jest nam tym bardziej miło. Nie spoczywamy na laurach, robimy coś dalej i liczymy, że to się ludziom spodoba, a jeżeli nie to będziemy tę płytę puszczać u siebie w studiu.

Macie wiele fanek, lecz twoje serce jest od dłuższego czasu zajęte, gdyż straciłeś głowę dla żony Elizy. Podobno jednak jako młody chłopak byłeś dość kochliwy?

Ponoć tak, ale myślę, że jako nastolatek każdy jest. Dzisiaj dobiegam niemal do czterdziestki i już takim nastolatkiem nie jestem, jak byłem kiedyś. Mam swoją rodzinę, mam wspaniałego syna i wszystko jest OK.

Kiedyś powiedziałeś, że gdy pojawiają się dzieci, gdy zakłada się rodzinę wszystko się zmienia. Pytanie zatem, jak sprawić, by w związku pomimo upływu lat niezmiennie paliło się uczucie?

Sądzę, że recepty na to nie ma, życie jest życiem, niesie różne sytuacje. Myślę, że trzeba być tutaj elastycznym i czujnym. Jedno mogę powiedzieć, żeby związek miał jakąś świeżość, to nie należy narzucać się z obecnością, co niniejszym czynię grając dużo koncertów w roku i co chyba się sprawdza, bo z moją żoną jesteśmy razem już szesnaście lat.

Twój zawód nie jest gwarancją spokojnego małżeństwa, ale chyba znalazłeś sposób na to, jak ten spokój w rodzinne życie wprowadzić, bo bardzo cenisz sobie prywatność i na przekór obecnej modzie nie pozwalasz obcym ludziom ingerować w swoje życie.

Myślę, że to bardzo ważne, żeby to jakoś rozgraniczyć. Takie wikłanie się zawodowe i prywatne na jednym podwórku, nie niesie niczego dobrego. Każdy powinien robić jak uważa, ja to w ten sposób rozumiem i tak też czynię.

Twoje życie z pewnością bardzo się zmieniło, gdy wszedłeś w nową rolę ojca. Czy marzy ci się trzecie pokolenie Cugowskich na scenie?

Nie można tutaj planować i zakładać czegokolwiek. Mój syn będzie robił to, co będzie chciał, w czym będzie się dobrze czuł i spełniał. Na razie trudno coś na ten temat powiedzieć, bo ma dopiero pięć lat.

A czy jest już fanem Braci?

Chyba każde dziecko lubi słuchać swojego rodzica, który występuje na scenie. Mój syn słucha, zna nasze piosenki i lubi je.

Bycie ojcem i muzykiem nie jest łatwe ze względu na to, że często nie ma cię w domu, zresztą jako dziecko legendy polskiej sceny muzycznej pewnie sam bardzo dobrze wiesz, co to znaczy rozłąka, gdy ojciec wyjeżdża w długie trasy koncertowe.

Kiedyś to było zupełnie inaczej, bo te wyjazdy były wielomiesięczne i to były prawdziwe rozłąki. Dzisiaj tak nie jest, gramy głównie w kraju i to są wyjazdy parodniowe, tygodniowe, ale jak wszystko razem do kupy zebrać, to pół roku w roku mnie nie ma, ale to nie jest tak, że te pół roku mnie nie ma bez przerwy, więc da się nad tym jakoś zapanować.

Choć na pierwszy rzut oka Piotr Cugowski to rockman z krwi i kości, słychać, że jesteś bardzo rodzinną osobą.

Tak, dla mnie rodzina to jest podstawa, najważniejszy filar życia. Chociaż mam kolegów kawalerów, którzy równie dobrze się czują, ja wybrałem jednak standardowy model, w którym rodzina pełni podstawową rolę.

Razem z bratem Wojtkiem Cugowskim udowadniacie, że z rodziną wychodzi się dobrze nie tylko na zdjęciach. Czy poza sceną także zawsze możecie na siebie liczyć?

W związku z tym, że mamy wspólny zawód i wspólne zajęcie, widzimy się niemal bez przerwy, ale oczywiście przede wszystkim jesteśmy braćmi i  nie ulega wątpliwości, że możemy na siebie liczyć w każdej sytuacji.

Wojtek, jako starszy brat pierwszy wkroczył na muzyczną ścieżkę, potem ty założyłeś swój pierwszy zespół In Tenebris. Powiedz jak wasze ścieżki się zeszły, jak to się stało, że postanowiliście, że jednak będziecie grać razem?

W 1997 zaczęliśmy grać z Wojtkiem pierwsze koncerty akustyczne, jednym z nich był koncert na akademii szkolnej świętujący moje przejście do następnej klasy. Później założyliśmy pierwszy zespół elektryczny i tak to jest do dziś. Nie było takiego momentu, jakiejś grubej linii, od której postanowiliśmy, że od teraz będziemy to robić. To się po prostu cały czas dzieje.

Słyszałam, że na twojej drodze artystycznej stanęła w pewnym momencie czarna kredka, a raczej ołówek, którym miałeś namalować obrazek w szkole muzycznej i za co mieli cię do niej nie przyjąć.

Tak, ponieważ pierwszy z brzegu był ołówek i nie zamieniłem go już na kredki. Narysowałem wszystko na czarno i ciało pedagogiczne stwierdziło, że coś jest ze mną jednak nie tak, i że nie mogą mnie przyjąć do tej szkoły. Po lekkiej korekcie okazało się, że jednak się nadaję, bo kolejnym etapem tych testów były przesłuchania przy fortepianie i  udało mi się dostać. W końcu to była szkoła muzyczna.

Wróćmy do tego co jest dziś, siła Braci sprawdza się przez te wszystkie lata, ostatnim wydawnictwem jest platynowa edycja albumu Zmienić zdarzeń bieg, która zawiera dvd z akustycznym koncertem, który zagraliście na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie plus dwa covery z repertuaru nieżyjącego już dziś niestety Davida Bowie i The Police, można by powiedzieć, że to takie swoiste The Best Of.

Tak, ten koncert zawiera przekrój z trzech długogrających płyt i dwa covery. Lubimy grać koncerty akustyczne, bo są troszkę inne od elektrycznych, są bardziej dynamiczne i dają większą swobodę kontaktów z publicznością, są także bardziej kameralne.

Trzeba przyznać, że w tym albumie nie ma słabych numerów. Można usłyszeć na tym krążku zarówno ballady, jak i mocniejsze, rockowe uderzenie, a który z tych numerów jest dla ciebie najbardziej osobistym utworem?

Trudno powiedzieć, każdy utwór niesie z sobą pewien przekaz, więc każdy jest w pewien sposób ważny dla mnie. Ta selekcja utworów nie była przypadkowa i chwała bogu. Z perspektywy czasu widzę, że dokonaliśmy słusznych wyborów jeśli chodzi o warstwę muzyczną. Lubię całą tę płytę.

A lubisz oglądać teledysk do utworu To jest mój dzień?

Bardzo lubię. To inicjatywa naszego fanklubu, zrobili nam ogromną niespodziankę nagrywając jakby swój obrazek do tego utworu, zaprosili do tego różnych gości ze świata muzycznego. Pamiętam, że na jednym z koncertów, zaprezentowali nam to dzieło na telebimie. Byliśmy oczarowani. Mamy wspaniałych fanów, wspaniały fanklub i gdyby nie oni, tak naprawdę nie byłoby nas dzisiaj, a już na pewno nie  w tym miejscu. Bardzo wiele im zawdzięczamy.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Ja również dziękuję, pozdrawiam wszystkich naszych fanów i słuchaczy na Wyspach.

rozmawiała  Gosia Prochal,  Radio Star
opracowała: Marzena Wojciechowska, Twoja Anglia

FacebookTwitterPinterestGoogle+Share