FacebookTwitterPinterestGoogle+Share

Mój dom jest zarówno w UK jak i w Polsce

Mój dom jest zarówno w UK jak i w Polsce

Polka mieszkająca na stałe w Wielkiej Brytanii. Muzycznie i wokalnie bardzo utalentowana Asia Yarwood mówi nam o tym, co skłoniło ją do wyjazdu, jak się realizuje na Wyspach i dlaczego wciąż jest rozerwana między Polską a Wielką Brytanią. Jej wrażliwość a jednocześnie siła walki spowodowały, że jest obecnie w takim miejscu, w jakim jest. Śpiewała w chórze Bajmu, występowała w bandzie Kocham Cię Polsko. A jednak wyjechała do Wielkiej Brytanii i świetnie się tu realizuje.

Jakie były Twoje początki miłości do muzyki? Jak odległych wspomnień z dzieciństwa sięgają?

Jakkolwiek banalnie to nie zabrzmi: muzyka była moją miłością od zawsze, odkąd pamiętam. Nie potrafię odnaleźć jakiegoś szczególnego momentu, w którym nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, olśniło mnie i zakochałam się w dźwiękach.

Pochodzisz z muzycznej rodziny. Tata Twój, Tadeusz Olchowski, muzykuje chyba od zawsze. Jaki to miało wpływ na Twój rozwój osobisty?

Myślę, że ogromny. Jak sięgnę pamięcią Tadziu i Iwonka, moi rodzice, zawsze byli obok nas z gitarą albo akordeonem, przy pianinie lub śpiewali na głosy. Często bawiliśmy się w powtarzanie wystukiwanych przez tatę rytmów. A do tego tamburyny, klarnet, flety. Nasze mieszkanie to był taki mały sklep muzyczny! Zapach akordeonu i drewna gitary akustycznej są tymi, które zawsze będę kojarzyć z dzieciństwem! Nasze dni wypełnione były muzyką Stevie Wondera, Leo Sayera, Jamesa Taylora i wielu innych wykonawców. Razem z moją siostrą bliźniaczką, Kasią, miałyśmy zwyczaj zawsze prosić o tę samą płytę w aucie. Miesiącami rodzice włączali nam np. Emmylou Harris aż obrzydła ona rodzicom zupełnie. A trwało to do momentu, kiedy nagle „odkrywałyśmy” innego artystę. Wtedy proces zaczynał się od nowa. Niestety, moja córka odziedziczyła ten zwyczaj po mnie i po cioci Kasi. Teraz wiem co czuli nasi rodzice i mam za swoje!

W takim razie kiedy poczułaś, że zamierzasz uczynić z muzyki swój chleb powszedni?

Powoli dojrzewałam do tej decyzji. Po drodze chciałam być jeszcze fryzjerką, psychologiem, tłumaczką języka angielskiego i projektantką mody (śmiech). Decyzję ostateczną podjęłam wybierając studia na wydziale Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, w Akademii Muzycznej w Katowicach.

Jak wyglądała Twoja kariera muzyczna w Polsce? Kiedy się zaczęła?

Właściwie w momencie rozpoczęcia studiów poznałam dwie cudowne koleżanki, Ewelinę Kordy i Dorotę Kopkę- Broniarz. One, będąc ciut ode mnie starsze, wówczas były dużo bardziej doświadczone a do tego nad wyraz utalentowane. Wzięły mnie pod swoje skrzydła. To z ich pomocą szlifowałam umiejętności wokalne a jako członek chóru poznawałam muzyczne środowisko i nabierałam pewności siebie. Naprawdę wiele dziewczynom zawdzięczam!

Śpiewanie w chórze popularnego zespołu w Polsce, Bajm, mogło otworzyć przed Tobą drzwi do wielkiej solowej kariery czy raczej szufladkowało Twoje umiejętności i blokowało przed rozchyleniem skrzydeł?

Myślę, że śpiewanie w chórkach to jedno z moich ulubionych doświadczeń zawodowych. Nie powiedziałabym, że to skrót do kariery solowej. Przynajmniej nie z mojego doświadczenia. Współpraca z zespołem Bajm to doświadczenie zdecydowanie pozytywne. Sporo się nauczyłam w tym czasie. Ludzie nie mają pojęcia jak wiele dyscypliny wokalnej i osobistej, wymaga śpiewanie w chórku. Nie czułam się jednak przez to zaszufladkowana czy też przyblokowana. Ale faktem jest, że zmęczenie towarzyszyło mi na co dzień. Życie od koncertu do koncertu z nierozpakowanymi walizkami a do tego studia, zaliczenia, egzaminy spowodowało, że na nic innego czasu nie miałam. Jednak było warto. Mam ogromny sentyment do tych czasów.

Jak wspominasz nagrania do „Kocham Cię Polsko”, bardzo przecież popularnego swego czasu w Polsce programu telewizyjnego?

Kocham Cię Polsko można powiedzieć, że „spadło” na mnie w momencie, kiedy w życiu osobistym chyba nie mogło być gorzej. Czuję, że ten program mnie uratował. Dzięki niemu dużo częściej byłam w Polsce, co było dla mnie odskocznią od angielskiej codzienności, która wówczas była dla mnie trudniejsza niż zwykle. Dużo się w ten czas zmieniało w moim życiu. Pomimo tego, że momentami praca była dość stresująca, do tej pory czuję wdzięczność bo była mi wówczas bardzo potrzebna. Może mniej materialnie a bardziej duchowo, emocjonalnie. A poza tym pamiętam, że już wówczas śpiewanie w języku polskim było dla mnie wyzwaniem! Miałam jednak okazję pracować ze świetną ekipą. Krzysztof Pszona Band przyczynił się do tego, że obecnie naprawdę miło wspominam prace na planie Kocham Cię Polsko.

Asia Yarwood z ekipą Kocham Cię Polsko

Czujesz, że polski show-biznes Cię ograniczał?

To chyba zależy od tego jak podchodzisz do swojej pracy. Osobiście, wychodzę z założenia, że każde wydarzenie ma swoją wartość. Ja koncentruje się na zdobywaniu doświadczenia i kształceniu swoich umiejętności. I tu ograniczyć mogę siebie tylko ja sama. Dlatego moja odpowiedz brzmi – nie. Nie czułam się ograniczona przez polski show-business. Jednocześnie jednak chciałabym dodać, że zdaję sobie sprawę z tego jak wąski jest polski rynek muzyczny. Jak wiele jest utalentowanych ludzi a jak trudno im się „przebić”. Smutne jest bardzo to, że wciąż powtarzają się te same nazwiska, te same twarze, te same głosy. W polskim show-biznesie bardzo często talent i muzyka nie decydują o sukcesie ale to nie czas i miejsce o tym rozprawiać.

Co spowodowało, że postanowiłaś rozwijać się w Wielkiej Brytanii? Jakie były początki Twojej kariery muzycznej na Wyspach?

Szczerze? To był bardziej przypadek aniżeli świadoma decyzja. Na zabój zakochałam się w tacie mojej córki Alicii. Dlatego wyjechałam. Oczywiście to jest bardzo duży skrót opowieści, tajemnicą owieję resztę (śmiech).

Ok, ale od dawna mieszkasz w UK. W związku z tym czujesz się bardziej Polką czy Brytyjką? Za męża masz rodowitego Brytyjczyka, czy to powoduje, że Wielka Brytania jest Ci znacznie bliższa niż Polska?

To nie jest jakieś świadome uczucie. W UK mieszkam od 12 lat, tam jest mój dom ale w Polsce też jest dom. Gdybym miała siebie zdefiniować to czuję się jak Europejka. Do Polski zawsze będę miała sentyment i ogromne uczucie. Trudno mi jednak obiektywnie ocenić zarówno Polskę, jak i UK. Nie czuję, aby narodowość jakoś szczególnie mnie definiowała.

Jak poznałaś swojego obecnego męża, Marka Yarwooda, który przecież również jest muzykiem? Połączyła Was pasja?

Marka spotkałam na przesłuchaniu. Był szefem i perkusistą w zespole JC and The Groove. Szukali wówczas nowej wokalistki. Do tej pory więc śmiejemy się, że żonę wybrał sobie z castingu! (śmiech) A tak na poważnie, to trzeba przyznać, że nie obyło się bez problemów. Zarówno ja, jak i Mark musieliśmy dzielnie walczyć  o ten związek. Ale warto było. Jesteśmy bardzo szczęśliwi.

Asia Yarwood z rodziną

Przez jakiś czas, z miłości do muzyki, pracowaliście wspólnie. Jaki to wspominasz?

Związek muzyków to często trudny związek. Silne opinie, różnice zdań a ta sama pasja. Musze jednak powiedzieć, że ze strony Marka mam pełne wsparcie. Był czas, kiedy ciężko było mi sobie wyobrazić pracę bez niego. Oboje jednak doszliśmy naturalnie do momentu, w którym każde zajęło się swoimi projektami. Teraz zarówno razem, jak i osobno tworzymy zgrany team.

Oboje utrzymujecie się z tego, co robicie, czyli z uprawiania muzyki, pomimo tego, że macie dość dużą rodzinę. Czy to nie jest trudne, nawet w Wielkiej Brytanii?

To bardzo trudne! Tak trudne, że Mark zdecydował się podjąć dodatkową pracę, kompletnie nie związaną z muzyką. Jesteśmy oboje rodzicami, musimy mieć jakiś plan „B”. Ciężko jest być kreatywnym, martwiąc się wciąż jak przetrwać do końca miesiąca. Głowienie się jak zapłacić wszystkie rachunki nie sprzyja wenie muzycznej. Dlatego tym bardziej jestem wdzięczna mojemu mężowi, że postanowił nas dodatkowo zabezpieczyć finansowo.

Obecnie występujesz w zespole Touch The Pearl, w którym jesteś wokalistką ale również realizujesz zupełnie autorski projekt, prawda?

Tak, jestem wokalistką, jedną z 3 dziewczyn, w zespole Touch The Pearl, którego frontmanem i założycielem jest Kev Schools. Jest to zespół, który wykonuje głównie covery we własnych aranżacjach. Są to bardzo ciekawe i oryginalne wersje. Jednak aktualnie mój główny projekt to  tworzenie własnej muzyki, ewentualnie we współpracy z rożnymi producentami. Występuję w nim, po prostu, jako Asia Yarwood. Niedawno, w czerwcu i lipcu, wydane zostały moje pierwsze dwie kompozycje. Pierwsza Let me Fly stworzyliśmy wspólnie z Bogdanem Kisielem i we współpracy z Russell Pollitt oraz wytwórnią Soulfuledge. Drugi natomiast Love Again autorstwa mojego i Andy’ego Edit powstał w wytwórni Edit.

Asia Yarwood w chórkach

Świetnie! Sama komponowałaś te utwory? Pisałaś słowa?

Tak, piszę słowa, piszę muzykę. Często też tworzę słowa do muzyki skomponowanej do muzyki kogoś innego. Bardzo to lubię.

Czy wychowując swoją córkę kładziesz duży nacisk na muzykę? Czy chciałabyś, aby poszła ona Twoim śladem bo jest to wdzięczny zawód?

Wdzięczny tak, łatwy na pewno nie! Oczywiście, że jako muzyk, naturalnie kłade spory nascisk na edukację muzyczną czy też artystyczną. Alicia gra na pianinie, śpiewa w chórze, tańczy, bierze udział w różnych przedstawieniach. Ale to wszystko jest jej wyborem. Myślę, że w tym wieku (11 lat) jest bardzo ważne żeby próbować swoich sił w przeróżnych kierunkach. To rozwija, daje wybór. Niezależnie od tego co Alicia wybierze w przyszłości. Dla mnie najważniejsze jest żeby była szcześliwa i spełniona. Cokolwiek zdecyduje się w życiu robić.

Jak mogłabyś określić obecne miejsce, w którym się znajdujesz w drodze do kariery muzycznej?

Trudne pytanie. Nie umiem na nie odpowiedzieć.

W takim razie może z odrobinę inaczej zapytam. Co jeszcze chciałabyś osiągnąć na gruncie zawodowym?

A to wiem z całą pewnością (śmiech). Chciałabym wydać album z muzyką, która dojrzewa wewnątrz mnie. Chciałabym też pisać dla innych wykonawców.

A jakie są Twoje marzenia? Czy w centrum Twojego wszechświata jest muzyka a reszta planet krąży wokół niej? Czy kluczowa jest dla Ciebie rodzina a muzyka jest tym, co kochasz ale mogłabyś bez niej żyć?

Moje marzenia? Hmm?To taki zbiór przeciwieństw. Z jednej strony, jako artystka, pragnę uwagi i rozgłosu. Z drugiej jednak marzy mi się kawał pięknej ziemi i to najlepiej z lasem, stary dom, konie. Musi to być gdzies daleko, jak najdalej od zgiełku miast i tłumu. A, że miłość i rodzina są dla mnie od zawsze na pierwszym miejscu to bez nich nic nie byłoby ważne.

Czego jeszcze można Ci życzyć?

Niekończącej się weny, cierpliwości i zdrowia!

Dziękuję i dalszego powodzenia życzę!

Dziękuję.

Tutaj możecie posłuchać jednego z dwóch ostatnich kompozycji Asi Yarwood: https://www.youtube.com/watch?v=ANcERr257zc

Rozmawiała: Adrianna Wernik, Twoja Anglia

Opracowała: Adrianna Wernik, Twoja Anglia

 

FacebookTwitterPinterestGoogle+Share