FacebookTwitterPinterestGoogle+Share

Kryptoraj

Kryptoraj

Biznes związany z Bitcoinem chce odbudować Portoryko jako ekonomię napędzaną kryptowalutą. Powstaje pytanie czy pomogłoby to krajowi, który jest na krawędzi katastrofy, czy jeszcze bardziej zraniło i tak już zniszczony kraj?

Biznes kryptowalut przenosi się do Puerto Rico. Plan jest prosty. Zbudować krypto-utopię początkowo nazywaną najpierw Puertopia, ale teraz już tylko Sol. Kraina niskich podatków i znikomej biurokracji. Przynajmniej dla kryptowalut.

Eksperci kryptograficzni, którzy biorą udział w tym eksperymencie mają także nadzieję pokazać, jak miasto może wyglądać miast przyszłości, którego funkcjonowanie będzie oparte na blockchainie, używanym nie tylko do transakcji pieniężnych, ale także biurokracji – przepraszam administracji.

Niestety nie jest do końca jasne, kto jest inicjatorem zmian i jaka de facto czeka przyszłość miasto, które leży przecież na terytorium zależnym od Stanów Zjednoczonych oraz czy wyniki tego eksperymentu będą miały jakiekolwiek przełożenie na późniejsze decyzje tego wciąż najpotężniejszego państwa na świecie.

Puerto Rico zostało zdewastowane przez zeszłoroczny huragan Maria i z niewystarczającą pomocą ze strony Stanów Zjednoczonych rozpaczliwie potrzebuje inwestycji na odbudowę infrastruktury wyspy. Puerto Rico było już w trudnej sytuacji finansowej przed katastrofą. W pewnym sensie wyjaśnia to, dlaczego władze lokalne z ostrożnym zadowoleniem przyjmują na wyspie kryptowalutowy biznes, sami nie wiedzą jakie koszty ich czekają a co ważniejsze – jaka przyszłość, gdy stają kolejną kryptokolonią.

Termin kryptokolonializm nie jest nowy. Powstał on 18 lat temu. Na długo przed powstaniem Bitcoina, Michaela Herzfelda – profesora Harvardu i zaangażowanego antropologa, ale nie miał nic wspólnego z kryptowalutami.

Kryptokolonializm pierwotnie odnosił się do krajów takich jak Grecja i Tajlandia, dążących do uzyskania politycznej niezależności kosztem ogromnej zależności ekonomicznej. Używało oryginalnego znaczenia słowa „krypto” – ukrytego, ukrytego lub tajnego. Kraje te są nominalnie niezależne, ale ich kultura narodowa jest przebudowywana, by pasować do zagranicznych modeli. Termin „kolonializm” w tym sensie nie jest jawny jak ma to miejsce gdy silniejsze państwo kontroluje fizycznie słabsze, lecz ukryty w postaci przyswajania prze te kraje obcych im norm i kultury. W tym sensie dziś większość krajów na świecie stanowi kryptokolonie…

Warto zauważyć, że ta definicja kryptokolonializmu nadal ma zastosowanie do społeczno-ekonomicznych konsekwencji utopii bitcoinowej. Biznes kryptowaluy chce odbudować Portoryko jako gospodarkę zasilaną kryptowalutą. Powód jest prosty. Pierwszy kraj działający i odbudowujący się dzięki ekonomii elektronicznego pieniądza znacząco wpłynie na wartość samych kryptowalut.

Kryptoland

Istnieje głęboki związek między libertarianizmem a ruchem kryptowalut. Kryptowaluty, takie jak Bitcoin, opierają się na podejściu zdecentralizowanym, pozaprawnym i nieuregulowanym. Podczas gdy krypto-miliarderzy będą cieszyć się swoim karaibskim placem zabaw, biedniejsi mieszkańcy tego zakątka świata, którzy nie znają technologii, zostaną – jak w każdym innym podobnym miejscu na świecie zwyczajnie wykluczeni z partycypowania w korzyściach płynących z kryptobiznesu.

W ogromnej większości to mężczyźni-biznesmeni. W zeszłym roku Peurto Rico przeżyło prawdziwy najazd kryptoprzedsiębiorców. Obecnie planują zrobić coś więcej, niż stworzyć tylko  bank kryptowalut. Prawdopodobnie przyniosą na wyspę swoje krypto-libertariańskie pomysły. Ich wizja jest podobna do innej niedoszłej krypto-utopii, Wolnej Republiki Liberlandii, położonej na zachodnim brzegu Dunaju i używa Bitcoin jako swojej „narodowej” waluty.

Wracając do Sol, bogaci kryptokonkwitatorzy chcą wykorzystać system blockchain do zdecentralizowanych wyborów w Sol i później w całym Portoryko, oraz oprzeć ewidencję ludności i tym samym wszystkie dokumenty z tym związane – w tym dowody osobiste – na technologii blockchain. Idea piękna, ale w kraju, w którym miejscowi walczą na codzień z ubóstwem, trudno oczekiwać zachwytu nad tego typu pomysłami.

Takie zachowanie zwyczajnie cuchnie kapitalizmem katastrofy czyli wykorzystaniem kryzysu naturalnego lub ekonomicznego, aby przekształcić społeczność danego kraju w takie, które zakorzenia libertariański, hiperkapitalistyczny światopogląd. Kiedy nie masz wpływu na nic od miesięcy i czujesz się ignorowany, każda oferta pomocy może wydawać się ostatnią deską ratunku i wówczas niewiele się myśli o konsekwencjach.

Walka o moc

Pomimo swej cyfrowości kryptoutopie mogą również powodować poważne szkody środowiskowe. Puerto Rico pozostaje pogrążonym w głębokim kryzysie energetycznym po huraganie Maria, przez co idea Sol jest po prostu niepraktyczna. Wydobycie jednego  Bitcoina zużywa 215 kilowatogodzin (kWh), czyli tyle mocy, ile by starczyło aby dla dziesiątek gospodarstw domowych na wyspie, kiedy jeszcze sieć działała prawidłowo.

Roczne zużycie energii w górnictwa Bitcoin wzrosło z 9,5 terawatogodzin (TWh) rocznie do 48 TWh w ciągu ostatnich 12 miesięcy – 2,5 razy wyższe niż całkowite zużycie paliwa przez Puerto Rico wynoszące 19 TWh. Krótko mówiąc, zasoby i infrastruktura, po huraganie Maria, są zbyt niepewne, by wspierać wydobywanie kryptowalut na wyspie.

Dzieci kryptobumu zdobyły fortunę na szybkim rozwoju rynków kryptowalut – które są problematyczne ze względu na ich specyficzne ryzyko. Jest to gra dla bogatych ludzi, którzy mogą szybko spieniężyć swoje środki w kryptowalutach i czerpać z tego ogromne zyski, będąc tym samym kołem zamachowym całego biznesu, gdzie kolejni kryptoinwestorzy liczą na podobne profity. Jest to niestety charakterystyczne dla każdej bańki – ci, którzy wcześniej inwestują i mają na to kapitał jak zwykle mają się dobrze, a ci, którzy wchodzą później lub zbyt późno robią to źle i dużo tracą.

Badania ekonomistów pokazują, że ceny kryptowalut są relatywnie odizolowane od znanej nam rzeczywistości czyli złota i akcji. Z kolei ceny kryptowalutowe są ze sobą ściśle powiązane. Spadek ceny Bitcoin zawsze wpływa na inne wirtualne waluty.

Jeżeli Bitcoin będzie mógł w jakiś sposób odbić się z ostatniego spadku cen, to prawdopodobnie kryptokolonializm będzie powoli rozprzestrzeniał się po całym świecie. Krypto libertarianie – jeśli inni podążą za modelem Sol – mogą skupić się na tych częściach świata, które zostały spustoszone przez trzęsienia ziemi, tsunami, huragany i kryzysy gospodarcze.

Kryptowaluta stała się również panaceum na ożywienie gospodarcze. W grudniu Wenezuela ogłosiła utworzenie nowej kryptowaluty – nazwanej „petro” – wspartej przez wenezuelskie rezerwy metali szlachetnych, ropy i diamentów. Kraj ten ma nadzieję wykorzystać swoją krypto walutę do zwalczania amerykańskich sankcji, wysokiej inflacji i niskich cen ropy naftowej.

Jednak rozwiązania Bitcoin dla krajów rozwijających się – wcześniej znane jako neokolonializm – nie powinny być postrzegane jako ostateczne rozwiązanie w przypadku katastrof i zarządzania kryzysowego. W okresie przejściowym, gdy potencjał kryptowaluty i aplikacje blockchain nie są zbadane, musimy sceptycznie podchodzić do takich inicjatyw jak Sol.

Wojciech Bednarek/TwojaAnglia.eu

FacebookTwitterPinterestGoogle+Share