FacebookTwitterPinterestGoogle+Share

„Jestem ogromną fanką Mazur. Żadne inne miejsce na ziemi nie wywołało we mnie tyle emocji”

„Jestem ogromną fanką Mazur. Żadne inne miejsce na ziemi nie wywołało we mnie tyle emocji”

Dagmara Chmielewska to kobieta czynu. Osoba o dużej pasji i sympatii do ludzi. Polka, która poprzez organizowane w Wielkiej Brytanii akcje promuje swój kraj. O tym skąd wzięła się jej miłość do działalności społecznej, skąd czerpie energię do realizacji swoich projektów sama nam opowiada.

Gdyby miała Pani ująć w jednym zdaniu czym się zajmuje to byłoby to możliwe?

Jestem doradcą i ekspertem w dziedzinie PR i event management . Prowadzę konsultacje oraz szkolenia w tym zakresie jako firma DCH Dagmara Chmielewska ale moją pasją jest również działanie społeczne. Stąd pomysł na londyńską organizację Hurricane of Hearts, która podtrzymuje pamięć o pilotach walczących w Bitwie o Wielką Brytanię a także prowadzi akcje wspierające życie niemowląt.

Od czego się zaczęła Pani działalność społeczna? Czy już w dzieciństwie przejawiała Pani cechy społecznika?

Można powiedzieć, że społecznikiem jestem od 7 roku życia. Wówczas poszłam do szkoły i od razu zaczęłam działać w strukturach samorządu uczniowskiego. Początkowo, jako przewodnicząca szkół, do których uczęszczałam, działałam na rzecz uczniów. Potem, jako przewodnicząca studentów, starałam się zadbać o interesy tej grupy. Organizacja życia mojej lokalnej społeczności zawsze sprawiała mi radość. A wszystko to zaczęło się dość banalnie, od organizacji małego przyjęcia dla moich kolegów z pierwszej klasy podstawówki. Miała to być forma podziękowania za ich głosy oddane na mnie w konkursie Mini Playbeck Show. Niby mała, dziecięca impreza a pokazała mi jak piękną sprawą jest łączenie talentów: śpiewu, tańca, muzyki, rysunku a nawet odrobiny sportu z jego czystą rywalizacją. Później zaczęły się pisać doświadczenia z koncertami takich gwiazd jak Edyta Geppert, Zbigniew Wodecki, Bajm, Kombi, Ryszard Rynkowski czy Michał Bajor. Wówczas nauczyłam się produkcji koncertowej. Natomiast wyjazdy do programu „Rower Błażeja” pozwoliły mi poznać od kuchni produkcję telewizyjną. Nie stroniłam też od teatru, który spowodował, że stałam się wrażliwa na potrzeby i emocje widzów. Dlatego dziś, podczas moich wydarzeń, można być świadkiem połączenia wielu dziedzin, które są tak bliskie mojemu sercu.

A skąd taki wybór drogi życiowej? Czy zawsze jest to wdzięczny kawałek chleba?

Na to pytanie można odpowiedzieć trochę przewrotnie: Czy życie zawsze jest dla nas takie wdzięczne? Ja wychodzę z założenia, że najważniejsza w życiu jest pasja. Jeśli tylko ją w sobie odkryjesz, twoje życie ma wówczas sens! Jeśli tylko pasja staje się źródłem twojej egzystencji nie pytasz o kawałek chleba. On się sam pojawia. Nie oznacza to, że każdemu polecam obowiązkowo szukanie własnej pasji i obwinianie się, że jej się jeszcze nie odnalazło. Nie, to budzi za dużą frustrację. Polecam jednak uświadomienie sobie, co tak naprawdę sprawia nam radość. A potem rozpoczęcie robienia tego. Ja kocham imprezy, ich organizację, zamieszanie i nie wyobrażam sobie życia bez tego.

Dagmara Chmielewska w grupie

Dlaczego działa Pani w Wielkiej Brytanii?

W sumie ja cały czas działałam i w Polsce i Wielkiej Brytanii. Wszystkie akcje, które organizuję mają absolutnie polski charakter, tylko nowoczesne wydanie w innym kraju. Jestem świadoma, że projekty, które tworzę, w znacznym stopniu są reklamą naszego kraju na arenie międzynarodowej. Na tym też zawsze mi zależało. Poza tym praca z angielskimi instytucjami uczy mnie fachu eventowego, którego w Polsce, najprawdopodobniej, nie miałabym szans się poznać. Do dziś w naszym kraju nie ma event management, nawet literatura w tym temacie jest niedostępna. Uważam, że czas to zmienić. Stąd pomysł powrotu do Polski już w październiku tego roku. Chcę się poświęcić edukacji eventowej.

Mało kto wraca z Wielkiej Brytanii, by jednak realizować się zawodowo w Polsce. A jednak Pani pokazuje, że można. Teraz wspomnienia z Polski nie będą tylko wspomnieniami. Brakowało Pani pewnie swojego kraju?

Oczywiście! Jestem ogromną fanką Mazur. Do tej pory żaden kraj i żadne inne miejsce na ziemi nie wywołało we mnie tyle emocji, miłości i wspomnień jak to przecudne miejsce w samym sercu Europy. Czasem żałuję, że lokalne władze są tak nieporadne i nie potrafią wykorzystać potencjału Mazur. Innym razem jestem im jednak wdzięczna bo dzięki temu zachowują one naturalny urok najpiękniejszych jezior i lasów świata. Nidzica, rodzinne miasto, zawsze będzie moją osobistą bramą do Mazur i dziecięcych chwil. Zawsze uciekam do tych bezpiecznych, cudownych lasów nieuczesanych myśli.

Czy Polacy w UK są chętni do uczestnictwa w organizowanych przez Panią akcjach? Czy lubią się zrzeszać na obczyźnie?

Polaków nieoficjalnie w UK jest 2mln a w samym Londynie 650 tyś. Pośród nich zawsze znajdują się odbiorcy wydarzeń, które organizuję. Mam też ogromny zaszczyt pracować z mądrymi, kompetentnymi oraz niezwykle pozytywnymi Polakami, którzy podobnie czują pewne projekty i dzięki temu oddają się im w całości. Wierzą, że są częścią czegoś ważnego i bardzo potrzebnego. Stąd pewnie wszystkie akcje, które razem robimy, kończą się powodzeniem.

Czy Polacy czują większą potrzebę spotykania się po czerwcowym referendum? Chcą wymieniać myśli, obawy, informacje?

Myślę, że w nas wiele się nie zmieniło. Początki były rzeczywiście ciężkie, ale dziś wiemy, że możemy tylko robić swoje i być szlachetnymi Polakami, pomimo okoliczności. Organizowałam debatę na University City London poświęconą Brexitowi, podczas której budowaliśmy scenariusze działań dla Polaków. Sprawdził się niestety ten najgorszy. Przed nami akcja dystrybucji 100 tyś naklejek szachownic lotniczych na upamiętnienie 76 rocznicy Bitwy o Wielką Brytanię. Jest to akcja pokazująca Brytyjczykom, że jesteśmy ich przyjaciółmi od lat i chcemy, aby tak pozostało.

Rozumiem, że nad tym teraz Pani pracuje najintensywniej?

Tak, tym bardziej, że to już 3 wersja Szachownicy Lotniczej jako Symbolu Przyjaźni Polsko- Brytyjskiej. Tym razem dzięki wsparciu Motion Signs drukujemy 100 tyś naklejek, które będziemy dystrybuować w Wielkiej Brytanii na znak pamięci o polskich pilotach walczących w Bitwie o Anglię.

Czego można Pani życzyć na niedaleką przyszłość?

Dziękuję za to pytanie. Najbardziej proszę życzyć mi zdrowia oraz dużo siły i cierpliwości (śmiech). Poza tym, jak zawsze, przydadzą się sponsorzy, którzy będą wspierać najbardziej potrzebne ale często też zwariowane pomysły Hurricane of Hearts. Wówczas i ja będę szczęśliwa.

Rozmawiała: Adrianna Wernik, Twoja Anglia

Opracowała: Adrianna Wernik, Twoja Anglia

FacebookTwitterPinterestGoogle+Share