FacebookTwitterPinterestGoogle+Share

Halo! Czy leci z nami pilot? Samoloty kołują, nie latają

Halo! Czy leci z nami pilot? Samoloty kołują, nie latają

Irlandzki lotniczy przewoźnik nie bankrutuje, ani nie strajkują jego pracownicy. Ryanair odwołuje loty, by poprawić… punktualność. Setki tysięcy pasażerów na tym cierpią.

– Lot odwołany, za utrudnienia przepraszamy – ta informacja na portach lotniczych spadła na na pasażerów, jak grom z jasnego nieba. Jedna z największych firm na świecie postanowiła odwołać 2 proc. swoich lotów do końca października. Także tych z i do Polski, co daje nawet 50 dziennie. Powód? Podczas wakacji, w lipcu oraz sierpniu, samoloty nie zaczynały i nie kończyły swoich podróży w określonym czasie. To z kolei powodowało spore utrudnienia i zdenerwowanie klientów. Ponadto pracownicy Ryanaira muszą do końca roku wykorzystać zaległe urlopy.


Problemy z komunikacją

W komunikacie przewoźnika czytamy, że punktualność linii spadła z 90 do 80 proc., co jest niedopuszczalnym poziomem zarówno dla przewoźnika, jak i klientów – przytaczamy. Było to spowodowane wieloma czynnikami, takimi jak strajk we Francji, złą pogodą, zwiększoną liczbą urlopów załogi, w tym pilotów i personelu pokładowego. – Przepraszamy serdecznie naszych klientów, których dotkną odwołania lotów. Będziemy robić wszystko, aby zorganizować alternatywne loty – lub dokonać pełnej refundacji poniesionych kosztów – zapowiadał Robin Kelly, szef komunikacji Ryanair. Firma miała informować na bieżąco klientów, ze znacznym wyprzedzeniem, drogą mejlową, że ich lot się nie odbędzie. A jak wyglądało to w praktyce? Na forach internetowych można odnaleźć wiele komentarzy. Pasażerowie narzekają, że o tym, że mogą rozpakować swoje walizki, dowiadywali się dopiero w dniu lotu! Ograniczenia dotyczą największych polskich lotnisk – na czele z Warszawą, Gdynią, Krakowem, czy Poznaniem. Dopiero po tym, jak pasażerowie zaczęli się żalić na to, że nie ma odpowiedniej komunikacji ze strony firmy, na jej stronie internetowej publikowana jest na bieżąco lista odwoływanych połączeń.

 

Masz swoje prawa

Wydawać by się mogło, że 2 proc. lotów, to wcale nie tak dużo. Pozory mylą. – W skali przewoźnika jest to 2 proc., ale w rzeczywistości jest to bardzo wielu pasażerów, których plany zostały zmienione – zauważa Jakub Bujnik, z portalu Pasażer.com. Jak się okazuje w przypadku odwołania lotu są dwie możliwości. Po pierwsze albo poprosimy o zwrot pieniędzy, albo bezpłatnie zmienimy termin lotu. Aby tak się jednak stało należy zalogować się na stronie internetowej Ryanaira i wypełnić specjalny formularz reklamacyjny. To potrwa – weryfikacja reklamacji do 7 dni roboczych, czyli nie wliczając weekendów. Środki zostaną zwrócone w takiej formie, w jakiej klient zapłacił za bilet. Na stronie można znaleźć informację, że z kolei za przebukowanie biletu firma pobiera dodatkową opłatę w wysokości 40 euro, co daje około 170 zł. I tu ukłon w stronę klientów – w takim przypadku będzie to bezpłatna usługa. Problemów jednak nie brakuje… Może dojść do sytuacji, że w planach był powrót z Londynu do Warszawy za trzy dni, ale nasz lot odwołano, a kolejny może odbyć się dzień później. Co wtedy? Mamy prawo domagać się od Ryanaira pomocy. – Jeśli Twój samolot wylatuje następnego dnia i potrzebujesz noclegu w hotelu, prosimy o udanie się do kasy biletowej na lotnisku i powiadomienie o tej sytuacji naszych pracowników, którzy będą służyć pomocą w tym zakresie – pisze przewoźnik. Zgodnie z unijnym rozporządzeniem od linii lotniczych wymagane jest zapewnienie wyżywienia i napojów adekwatnych do czasu oczekiwania, dwóch rozmów telefonicznych, telexu lub faxu oraz emeila. To nie wszystko – dodatkowo zapewnienie transportu między lotniskiem a miejscem zakwaterowania.

Bywało już tak

Warto wiedzieć, że mimo wszystko pasażerom należą się odszkodowania. I tu stawki są zróżnicowane – dla wszystkich lotów o długości do 1500 km to 250, pozostałych 400 euro. Gdy linie lotnicze zaproponują ci zmianę trasy, a proponowana godzina przelotu nie przekracza 2-3 godz. od tej pierwotnej, możesz żądać połowy tej kwoty. To nie pierwszy taki przypadek, kiedy samoloty nie wzbijają się w powietrze. W 2008 roku węgierski Wizz Air odwołał loty bez podania przyczyny, a pasażerowie utknęli w Rzymie, Dortmundzie, Gdańsku i we Frankfurcie. Potem świat obiegła informacja o tym, że wpływ na to miała zła pogoda, choć akurat w stolicy Włoch… świeciło słońce. Często paraliż na lotniska powodują też strajki. Tak jak ten z 2015 roku w niemieckiej Lufthansie. Wtedy trzeba było wstrzymać 520 lotów, co dotknęło aż 50 tys. pasażerów.

Mateusz Komperda / TwojaAnglia.eu

FacebookTwitterPinterestGoogle+Share