FacebookTwitterPinterestGoogle+Share

Górniczy stan wciąż w żałobie

Górniczy stan wciąż w żałobie

Święto górników w cieniu tragedii – mija rok od największej katastrofy w kopalniach miedzi w Polsce.

To było dokładnie 29 listopada 2016 roku, godzina 21.10. W kopalni Rudna koło Polkowic zatrzęsła się ziemia. W chwili wstrząsu w rejonie znajdowało się 30 górników. Kilkunastu z nich udało się uciec. Pozostali zostali uwięzieni. Na ratunek ruszyło im kilka zastępów ratowników. Niestety z minuty na minutę, z godziny na godzinę, ich szanse na przeżycie malały. Akcja trwała prawie dobę. Życie na szychcie straciło ośmiu górników. Osierocili dzieci, zostawili żony.

 

Liczyły się minuty

Byliśmy tam – w miejscu, gdzie górnicy wchodzą do szatni, przebierają się i zjeżdżają windą pod ziemię. Zapalają lampy i mówią – Szczęść Boże… Winda rusza, a w niej zapada cisza. Nikt nic nie mówi. Wszyscy milczą. Kratka nabiera prędkości i spada w dół, aż uszy zatyka. Po kilku sekundach hamuje, kiedy się zatrzyma górnicy wychodzą. Jest ciemno, bo w korytarzach widać tylko ulotne gdzieś światło. Górnicy rozchodzą się, każdy w swoją stronę. To ciężka praca, na dodatek w trudnych warunkach. Tu w okolicach windy temperatura jest dość komfortowa, dalej sięga nawet 32 stopni Celsjusza. I wilgotność inna niż na powierzchni.

Podobnie było tej felernej nocy. Jeden z górników, który przeżył wstrząs opowiadał, co wtedy się wydarzyło. – Najpierw usłyszeliśmy huk, później skały zaczęły się usuwać – przypomina sobie. Ten, kto mógł, ratował się. Uciekali przed siebie, by zdążyć przed urwiskiem. Wydawać by się mogło, że przecież pracowali w bezpiecznym miejscu – jeśli takie w ogóle w kopalniach istnieją. Byli w maszynowni, które do tej pory właśnie za takie uznawano. Zasypane było około 300 metrów chodnika. Po czasie ratownicy zaczęli docierać do poszkodowanych. Musieli uważać, bo istniało ryzyko powtórnych wstrząsów. Niestety nie mieli dobrych wieści – natrafiali kolejno na ofiary tragedii. U góry czekały całe rodzinny, w tym żony i dzieci. Na wieść o śmierci najbliższych słychać było tylko przenikliwy płacz. Pytali – dlaczego? Kolejnego dnia, niemal po 24 godzinach akcji ratowniczej, okazało się, że żaden z zasypanych górników nie przeżył wstrząsu.

 

Najmłodszy z nich to 23-letni mieszkaniec Głogowa. Ślusarz i mechanik maszyn i urządzeń górniczych pod ziemią. Pracował w kopalni dopiero od miesiąca. Nie zdążył jeszcze odebrać pierwszej wypłaty. Z pracą pod ziemią wiązał duże nadzieje. Najstarszy z nich 50-letni mieszkaniec Głogowa, sztygar zmianowy, osierocił czworo dzieci. Na liście ofiar jest ośmiu – każdy to inna historia. Po sekcji zwłok odbyły się pogrzeby ofiar. Ten, który najbardziej zapadł w pamięci, to pogrzeb zbiorowy w kościele parafialnym na osiedlu Kopernika w Głogowie, gdzie koło ołtarza ustawiono trzy trumny. Obok nich czarno – białe zdjęcia górników. W ostatniej drodze towarzyszyły im nie tylko rodziny, ale i tysiące głogowian.

Nie udało się wyjaśnić

Wstrząs miał siłę około 3,4 w skali Richtera, a jego epicentrum było na głębokości 1,5 tys. metrów. Prokuratura Rejonowa w Lubinie od razu wszczęła śledztwo dotyczące katastrofy. Postępowanie to prowadzone jest w sprawie sprawdzenia zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób poprzez niedopełnienie obowiązków przez osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo i higienę pracy w KGHM. W kopalni ogłoszono czterodniową żałobę, ale praca pod ziemią nie została wstrzymana. Tą samą windą, którą zjechało tych ośmiu górników, zjeżdżali pod ziemię kolejni. Na następną zmianę. – To nasza praca, nie można się bać, nie można o tym myśleć – mówili, jakby sami nie wierzyli w to, że tak się po prostu da.

Mija rok od wypadku, ale ostateczne jego przyczyny nie są nadal znane. Nikomu nie postawiono też zarzutów. W prokuraturze dowiedzieliśmy się, że śledztwo może zakończyć się dopiero za kilka miesięcy. Tymczasem koło głównej siedziby KGHM-u na pamiątkę odsłonięto pomnik wykonany z głazu z miejsca tragedii. To dla upamiętnienia wszystkich dotychczasowych ofiar wypadków górniczych podczas wydobywania miedzi.

Właśnie zaczęło się święto górników – we wtorek (4.12.) była tradycyjna Barbórka. Przed pracownikami KGHM-u liczne karczmy. To czas na zabawę, ale podczas niej nie brakuje nawiązań do wydarzeń sprzed dwunastu miesięcy. Zwłaszcza, że w ciągu ostatnich kilku tygodni ziemia znów dała o sobie znać, znów się zatrzęsła. Na początku listopada na szybie w Rudnej, ponad tysiąc metrów pod ziemią, nastąpił samoistny wstrząs górotworu. Trzech pracowników oddziału, którzy byli uwięzieni w maszynach zostało uwolnionych. Trafili do szpitali, ale na szczęście ich zdrowiu i życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. Kilka dni wcześniej po zakończeniu pierwszej zmiany górnik nie wyjechał na powierzchnię. Ratownicy odnaleźli ciało zaginionego. Przybyły lekarz stwierdził zgon. Ciało znajdowało się w wyrobisku wyłączonym z ruchu, za betonową tamą wentylacyjną. Sekcja zwłok 24-letniego mieszkańca Polkowic wykazała, że był to nieszczęśliwy wypadek. Miał zasłabnąć, upaść na skałę. Później doszło jeszcze do wypadku komunikacyjnego, w którym uczestniczyło 15 osób, ale tym razem nikt poważnie nie ucierpiał.

Pieniądze życia nie zwrócą

W ślad za niebezpieczeństwem idą jednak wysokie gaże na jakie mogą liczyć za swoją pracę górnicy. Nie jest tajemnicą, że te są dużo wyższe od minimalnego wynagrodzenia w kraju. – Żaden z pracowników spółki nie jest wynagradzany na poziomie płacy minimalnej – gwarantuje Justyna Mosoń, rzecznik prasowy KGHM-u, który zatrudnia ogółem 18 260 pracowników. Przeciętne wynagrodzenie wynosi w tym roku 9 731 zł brutto miesięcznie. Według Głównego Urzędu Statystycznego przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej wynosiło 4 047 zł brutto w tym samym okresie. – Wobec tego odnotowujemy ponad dwukrotnie wyższy poziom wynagrodzeń – dodaje Mosoń. Górnicy mogą liczyć na pełen pakiet socjalny, dofinansowanie na wyjazdy dzieci na wakacje lub kolonie, łatwiejszy dostęp do lekarzy specjalistów, bony świąteczne i okolicznościowe, dodatki i premie, nisko oprocentowane kredyty, trzynaste i czternaste pensje, wypłatę zysków… Świadczenia dedykowane pracownikom Polskiej Miedzi są normowane postanowieniami Zakładowego Układu Pracy. Kwestia ewentualnych podwyżek płac w danym roku jest przedmiotem corocznych negocjacji, które rozpoczną się w drugiej dekadzie stycznia.

Ostatni tak poważny wypadek w kopalni należącej do KGHM-u wydarzył się w 1998 roku. W wyniku wstrząsu w szybie w Lubinie zginęło wtedy czterech górników.

Mateusz Komperda/TwojaAnglia.eu

FacebookTwitterPinterestGoogle+Share