FacebookTwitterPinterestGoogle+Share

5 świątecznych katastrof kuchennych, o których marzy każda gospodyni

5 świątecznych katastrof kuchennych, o których marzy każda gospodyni

Gotowanie świątecznego oboadu dla całej rodziny w dzień Bożego Narodzenia jest wystarczająco stresujące, ale bez względu na to, ile planowania i organizacji wkładasz do przygotowania tego specjalnego posiłku, możesz zawsze mięc pewność, że wydarzy się coś nieoczekiwanego. Wadliwe urządzenie kuchenne, brak koncentracji czy rozpraszający członkowie rodziny.

Niezależnie od tego, czy Twoi bliscy sprawiają, że się śmiejesz czy też masz dodatkową presję na całą sytuację świąteczną, oto pięć historii, które zmuszą cię do płaczu, śmiechu i żalu w tym samym czasie. Bo należy Ci się szczypta humoru w tym czasie…


1. Bardzo czyste ziemniaki

„Moja mama przygotowywała świąteczną kolację i wszystko szło dobrze, była dość zestresowana, jak to zwykle organizując Boże Narodzenie. Poszła, by obmyć ostatnio obrane ziemniaki, a potem sięgnęła po olej, który wylała na suszące się obok pranie…na domiar złego chciała szybko zacząć wszystko czyścić i na obrane ziemniaki wylał się płyn czyszczący. Pomimo zapewnień, że je opłukała i że będzie w porządku to cała rodzina suto popijała napojami każdy kęs tego obiadu…”

Marta, Londyn

2. Toksyczne opary

„Znalazłem coś, co uważałem za silikonową tacę w kształcie serca, do robienia farszu. Wsunąłem farsz do tacy i wrzuciłem do piekarnika, ale w rzeczywistości była to tacka na kostki lodu…Kauczuk z tacy roztopił się i kapał na pieczeń. Wszędzie był gumowy dym, a ponieważ był gumowy i toksyczny, musieliśmy wszystko wyjąć z piekarnika… no więc na obiad mieliśmy sałatę, szynkę, paluszki chlebowe, hummus i pudełko słodyczy.”

Paweł, Lincolnshire


3. Usterka piekarnika

„Mama gotowała świąteczną kolację dla nas sześciu osób, około 10 lat temu, kiedy piekarnik odmówił posłuseńsztwa w połowie pracy. Zabraliśmy więc wszystko na blachy do pieczenia i pojechaliśmy do mojego wuja, aby je skończyć. Pieczone ziemniaki wciąż znajdowaliśmy pod siedzeniami samochodu nawet kilka miesięcy później.”

Kasia, Boston


4. Pies, podróż samochodem i … wymioty

„Każdego roku wyjeżdżamy do rodziców mojego męża na święta. Tak samo było rok temu, starannie przygotowałam wszystkie posiłki, poporcjowałam, zapakowałam każdą potrawę w osobne pudełka. Nie ma to jak zabłysnąć przed teściową! Tego roku chcieliśmy z mężem zrobić też niespodziankę naszej córeczce, która już czekała w domu rodziców na nasz przyjazd. Kupiliśmy jej szczeniaka o którym marzyła już od dawna. Nie przewidzieliśmy tylko jednego – na stacji benzynowej poszłam z mężem zapłacić na paliwo i po kawe… raptem po 5 minutach naszej nieobecności, pół naszych wiktuałów świątecznych było rozgrzebanych, a rozkosznie wyglądający szczeniak siedział ze słodką miną pałaszując udko z kurczaka…czy mogliśmy wyobrazić sobie coś gorszego? Kilkadziesiąt kilometrów dalej nasz pluszowy przyjaciel zwymiotował wszystko co zdążył pod naszą nieobecność zjeść. Te święta będziemy wspominać jeszcze bardzoooo długo!”

Kasia, Peterborough


5. Kuchnia wypełniona grubym, czarnym dymem

„W zeszłym roku dostałam nowy piekarnik z wentylatorem, więc zapakowałam go folią, żeby go chronić, indyk był wielkości młodego słonia, a mój mąż musiał mi pomóc, bo nie mogłam go nawet podnieść – musiał użyć siły, aby go wcisnąć. Poszłam wziąć prysznic i dokończyć układanie stołu, a kiedy wróciłam na dół, moje serce przestało bić, kuchnia była pełna czarnego dymu, który wychodził z piekarnika bo… folia zakryła wentylator z tyłu piekarnika. Wyłączyłam piekarnik, a potem usiadłam na kuchennej podłodze, próbując wyciągnąć ptaka. W tym roku mój piekarnik nie jest wypchany, jestem w domu mojej siostry.”

Monika, Salisbury

 

I jak? Czy któraś historia przypomina Waszą? 😉 Czekamy na Wasze opowieści w komentarzach!

Maria Śliwińska / TwojaAnglia.eu

FacebookTwitterPinterestGoogle+Share